CHCĘ DLA SIEBIE

OPOWIEM CI MOJĄ HISTORIĘ: CHCĘ DLA SIEBIE

Witajcie!

Opowiem Wam moją historię, licząc, że ktoś może podpowie mi, jak mam wybrnąć z sytuacji. Nie chciałabym urazić bliskich mi ludzi, ale z drugiej strony mam chyba prawo do własnego życia?!

Foto/Depositphotos

W maju skończyłam 50 lat i jestem na rencie. Gdy tak spojrzę za siebie, na upływający czas, mam poczucie satysfakcji. Dorodna córka, mądra dziewczyna robiąca karierę, dwoje wnucząt, bliźniaków. Chcąc pomóc córce a także i sobie, zaoferowałam się sama do opieki nad dziećmi. Mieszkamy w odległości kilku km od siebie i rano otwieram domowy żłobek – ona przywozi mi wnuczęta, odbierając po południu. Jestem też do dyspozycji wieczorami, czy w weekendy, gdy młodzi chcą gdzieś wyjść na miasto. Czasem bywa to bardzo absorbujące i mam wrażenie iż nie całkiem jestem doceniana za to co robię. Ostatecznie babysitter kosztuje, trochę chyba odciążam im budżet domowy, ale to nie jest ten problem, o którym chcę opowiedzieć.
10 lat temu zmarł mój ojciec i tu zaczyna się ta historia. Mama się załamała i wzięłam ją do siebie, żeby nie siedziała sama. Wtedy chorowałam bardzo na kręgosłup i to nawet dobrze było, mąż do wieczora siedział w pracy, córka prawie dorosła ciągle gdzieś znikała, więc mama pomagała mi przy prowadzeniu domu. Oczywiście nie zawsze była sielanka. W końcu to trzy generacje mieszkały pod jednym dachem. Mama zawsze zaznaczała, że nie będzie się wtrącać w nasze życie, a jednak robiła to częściej niż jej się wydawało. Np. wchodziła w kolizję z wnuczką o stroje, późne powroty do domu, chciała koniecznie poznawać jej chłopaków. Prawdziwa obraza wybuchła, gdy się okazało, że dziewczyna wychodzi za mąż a ona nie zdążyła zlustrować narzeczonego!
Prawdziwy dramat dla mnie wybuchł 5 lat temu, gdy prawie jednego dnia wydałam córkę za mąż i straciłam męża… Ni stąd ni zowąd oświadczył po ślubie córki, że odchodzi. Oczywiście jakimś pretekstem były rządy teściowej w naszym domu, ale naprawdę, to nowszy model, sporo młodszy. Załamało mnie to i rozwaliło, był moim pierwszym mężczyzną i moją wielką miłością. Było nam ze sobą dobrze, tak przynajmniej myślałam. Podwójna zdrada, mężczyzny i przyjaciela. W tych trudnych chwilach z największą pomocą przyszła mi mama, nie odstępowała na krok, bo nie wiadomo, co zrobiłabym pozostawiona sama sobie. Dochodziłam do siebie przez rok, zaproponowałam wtedy córce opiekę nad bliźniakami, byle nie siedzieć bezczynnie i nie myśleć, rozpamiętywać.
Czas jednak jest najlepszym lekarzem, wracałam do życia, także dzięki komputerowi z Internetem. Wędrując po forach i portalach dowiedziałam się ,że nie jestem znowu jakimś wielkim wyjątkiem, takich porzuconych jest wiele a bywa, że są w gorszej sytuacji.
Chcąc nie chcąc trafiłam też na portale randkowe, ostatecznie są dla ludzi. Nie szukam kogoś do łóżka, bo nie należę do takiego typu kobiet, ale poznałam kilku panów. Znajomość jednak się skończyła, bo niestety mama zaczęła bruździć, twierdzi, że nie pozwoli mnie już skrzywdzić, że mężczyźni to gady, których trzeba tępić i mam raz na zawsze dać sobie z nimi spokój. Wciągnęła przeciwko mnie moją córkę i ona też tak uważa.
Nie wiem, co robić, ponieważ spotkałam mężczyznę, z którym lubię spędzać czas. Spotkaliśmy się kilka razy, ale ileż można spotykać się na mieście. Kiedy wychodzę na spotkanie z nim kryję się koleżanką. Mam 50 lat, a czuję się jak nastolatka, która potajemnie spotyka się z pierwszym chłopakiem. Co mam zrobić?
Czy ja nie mam prawa żyć dla siebie?

Comments are closed.