Komisja ds. UE wysłucha informacji szefa MSZ ws. Fundacji Otwarty Dialog

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Sejmowa komisja ds. UE wysłucha w czwartek informacji szefa MSZ ws. działalności Fundacji Otwarty Dialog w świetle doniesień prasowych - poinformowała przewodnicząca komisji Izabela Kloc (PiS). Sytuacja budzi wiele wątpliwości, niepokojów i jest bezprecedensowa - oceniła.

W niedzielę brytyjski tygodnik "Sunday Times" opisał zarzuty komisji parlamentu Mołdawii wobec Fundacji Otwarty Dialog. Według gazety chodzi o przyjęcie 1,5 mln funtów od szkockich firm-słupów w zamian za lobbing na rzecz oligarchów. Fundacja twierdzi, że te oskarżenia są bezpodstawne.

Kloc poinformowała na konferencji prasowej w Sejmie, że w czwartek porządek prac komisji ds. UE zostanie poszerzony o informację szefa MSZ nt. działalności Fundacji Otwarty Dialog. "W kontekście doniesień medialnych - prasy zagranicznej, polskiej - sytuacja budzi wiele wątpliwości, niepokojów i jest bezprecedensowa" - oceniła szefowa komisji ds. UE.

Ta sytuacja pokazuje, jak funkcjonują kraje strefy Schengen - zaznaczyła. "Sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, aby w momencie, kiedy kraj strefy Schengen wpisuje do Systemu Informacji Schengen (SIS) na najwyższym poziomie, najwyższym alercie osobę (szefową Fundacji Ludmiłę Kozłowską - PAP), która nie powinna przekroczyć granicy Schengen, zostaje zaproszona i jest jej wydawana wiza do Niemiec, Belgii również Wielkiej Brytanii" - zauważyła szefowa komisji ds. UE.

Kloc podkreśliła, że podczas posiedzenia posłowie chcą zapytać ministra sprawa zagranicznych m.in. o to, "jak to jest możliwe, że Fundacja, która jest w niejasny sposób finansowana może działać dalej w Polsce" i jak to jest możliwe, że "osoba Kozłowskiej jest gremialnie witana w Polsce, jako obrończyni praw człowieka".

Posłanka dodała, że komisja chce się dowiedzieć, czy przedstawione w mediach doniesienia faktycznie są prawdziwe. Zapowiedziała, że zwróci się do przewodniczących komisji ds. UE w krajach, które wpuściły na swój teren Kozłowską o wyjaśnienie tej sprawy.

Poseł PiS, kandydat do PE Jan Dziedziczak ocenił, że m.in. po publikacji "Sunday Times" "każdy powinien mieć wątpliwości, co do bezpieczeństwa i zagrożeń" związanych z osobą Ludmiły Kozłowskiej oraz Fundacją Otwarty Dialog.

"Pomimo decyzji i alarmowania naszych służb specjalnych, zajmujących się bezpieczeństwem Polaków, mimo wpisania pani Kozłowskiej na listę osób niepożądanych w strefie Schengen, coś spowodowało, że pani Ludmiła Kozłowska pojawiała się w kolejnych krajach unijnych" - mówił Dziedziczak.

"W naszej opinii było to działanie osób zaprzyjaźnionych z panią Kozłowską, działających w polskiej polityce. Myślę, że ta komisja pokaże pewne bardzo niepokojące mechanizmy opozycji totalnej, rywalizacji z naszym rządem - nawet kosztem bezpieczeństwa Polski i Unii Europejskiej" - dodał.

W sierpniu ub.r. Ludmiła Kozłowska została deportowana z Polski do Kijowa po alercie, jaki polskie władze zamieściły w Systemie Informacyjnym Schengen, SIS. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tłumaczyła wówczas, że negatywną opinię w jej sprawie wydano ze względu na "poważne wątpliwości" co do finansowania fundacji, co skutkowało objęciem jej zakazem wjazdu do Polski i UE.

Po decyzji o deportacji Kozłowskiej list w jej obronie podpisali m.in. europosłowie PO Michał Boni i Róża Thun. W liście znalazł się apel o "umożliwienie powrotu Ludmiły Kozłowskiej do jej domu w Unii Europejskiej, najlepiej w formie nadania jej obywatelstwa kraju" UE.

We wrześniu ub.r. Kozłowska dostała ograniczoną czasowo wizę od władz belgijskich, dzięki czemu mogła przyjechać do Parlamentu Europejskiego. Była też w Wielkiej Brytanii oraz Radzie Europy w Strasburgu. Wcześniej o swojej sytuacji opowiadała w niemieckim Bundestagu. (PAP)

autor: Anna Tustanowska

Comments are closed.