Nepal – Jasna strona kwarantanny

Nepal wchodzi w drugi tydzień ogólnokrajowej kwarantanny. W Katmandu są problemy z zaopatrzeniem i rosnącymi cenami warzyw, za to znacznie poprawiła się jakość powietrza i po raz pierwszy od lat można dojrzeć masywy Himalajów.

Foto: pixabay, simon steinberger

Stalowe rolety sklepu samoobsługowego Rajmati Worldwide Mart w Dhapasi na obrzeżach Katmandu są opuszczone. Na przeklejonej do ściany kartce widnieją godziny otwarcia – po dwie godziny rano i wieczorem.

„Nie jesteśmy już sklepem samoobsługowym” – mówi PAP pracownik sklepu w ochronnych rękawiczkach i masce na twarzy. „Proszę zachować dystans w kolejce” – przypomina, machając ręką do klientki. Klienci stoją w drzwiach marketu, a towar podaje drugi pracownik, który co chwilę znika w głębi sklepu.

Rząd Nepalu w niedzielę przedłużył o kolejny tydzień nakaz pozostania w domach i zakaz podróżowania w kraju. „Ludzie już od kilku tygodni kupowali zapasy jedzenia i gazu, więc nie jest tak źle” – mówi Rakesh, stojący w kolejce do sklepu. Tak jak wszyscy wokół ma na twarzy maskę. „Tylko warzywa zdrożały” – dodaje.

Nepalskie media donoszą, że to wszystko przez zamieszanie z ogólnonarodową kwarantanną. Dziennik “Republica” pisze o nadgorliwej policji zatrzymującej transporty i o braku koordynacji z urzędami wydającymi zezwolenia na transport. Wielu handlarzy i sklepikarzy podniosło ceny, korzystając ze sztucznych niedoborów.

„Taką mamy cenę” – wzrusza ramionami sprzedawczyni w warzywniaku. W drugim warzywniaku pomidory są już o jedną piątą tańsze, ale wciąż o niemal połowę droższe niż przed kwarantanną. „Wyobraź sobie teraz, jak radzą sobie ludzie mniej majętni, kupujący żywność z dnia na dzień” – mówi PAP Sumana, mieszkająca na pobliskim osiedlu. „Wydałam 2 tys. rupii (ok. 70 zł), a tak naprawdę niewiele kupiłam” – dodaje.

Ustalona przez państwo minimalna miesięczna pensja w Nepalu wynosi 13750 rupii (ok. 478 zł), dlatego według szacunków rządowych ok. 9 proc. obywateli pracuje za granicą. Przez koronawirusa większość musiała wrócić do kraju, ale wielu utknęło bez pracy w obcym kraju.

Podczas kwarantanny ulice Katmandu zieją pustką. Większość mieszkańców doliny Katmandu, gdzie na co dzień żyje ok. 3,5 mln ludzi, wyjechała do rodzimych wiosek przed ogłoszeniem kwarantanny. „Miasto wygląda jak w czasie święta Dasain, kiedy ludzie też wyjeżdżają do rodzin” – ocenia dla PAP Sushil Shrestha, robotnik przez wiele lat pracujący w Katarze. „Jest cicho, po raz pierwszy w mieście słychać ptaki. Pełny relaks” – dodaje.

Dopiero po kilku dniach kwarantanny policja wzięła się za przechodniów ignorujących zakaz wychodzenia z domu. Do poniedziałku zatrzymano 2,3 tys. osób. W gazetach pojawiły się zdjęcia policjantów używających długich kijów zakończonych chwytakiem, do umieszczania aresztowanych w wozach policyjnych. Winni po kilku godzinach odsiadki i pouczeniu są zwalniani do domów. Policjanci tłumaczą, że można wychodzić na zewnątrz tylko w nagłych przypadkach i do sklepu.

Niektóre społeczności wprowadzają jednak własne obostrzenia. Tylko jedna osoba z danej rodziny z osiedla Grande może wyjść na zakupy. Komitet osiedlowy zakazał wstępu osobom z zewnątrz, a także dzieciom gry w koszykówkę. „Bo to sport kontaktowy i dzieci plują dookoła. Trzeba zachować dystans” – twierdzi w rozmowie z PAP Ravi Karki z komitetu. Sami członkowie rady osiedla zwykle spacerują w zwartych, kilkuosobowych grupach i wpuszczają na teren osiedla własną pomoc domową z zewnątrz.

„Naszym dzieciom też zakazano gry w koszykówkę” – powiedziała PAP Nicole Thakuri, prowadząca obok osiedla darmową szkołę z internatem. W szkole, która przestrzegała ścisłej kwarantanny jeszcze przed zarządzeniem władz, przebywa ponad 200 dzieci z najbiedniejszych rodzin.

Thakuri opowiada, że lokalna policja na prośbę okolicznych sąsiadów zakazała koszykówki. Chociaż dzieci i pracownicy są izolowani od kontaktów ze środowiskiem poza szkołą, zdecydowano zastosować się do – jej zdaniem – absurdalnej instrukcji.

Już po tygodniu mamy drastyczną poprawę jakości powietrza” – mówi PAP Amod Karmacharya, szukając pozytywów. Mieszkańcy Katmandu zasypują media społecznościowe zdjęciami Himalajów, które zazwyczaj z powodu smogu bardzo rzadko widać w mieście. „Niesamowite. Świat nagle zyskał kolory i miasto nie wygląda już jak przysypane popiołem” – ocenia Sushil.

W dolinie wstrzymano prace na budowach i ruch uliczny. Według danych rządowych jakość powietrza w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast świata, spadła dwu-, a nawet trzykrotnie. „Jeszcze życzyłbym sobie, żeby ludzie przestali palić śmieci” – wzdycha Amod Karmacharya, działacz ekologiczny z organizacji Clean Up Nepal.

Z Katmandu Paweł Skawiński (PAP, Foto: pixabay)