Bartosz D. usłyszał zarzut znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem

Fot. PAP/Andrzej Grygiel

30-letni Bartosz D. z Chełmży usłyszał zarzut znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się do winy i podtrzymuje wersję zdarzeń, że przewrócił się na psa - powiedziała Katarzyna Topczewska pełnomocniczka Fundacji "Judyta", opiekującej się obecnie zwierzęciem.

Mężczyźnie, który miał skatować szczeniaka Fijo grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Czteromiesięczne zwierzę miało m.in. powybijane zęby, złamaną szczękę oraz dotkliwy uraz kręgosłupa, który doprowadził do paraliżu tylnych łap, a także złamanie kości udowej.

PAP/Tytus Żmijewski / Według pełnomocniczki Fundacji "Judyta", podczas poniedziałkowego przesłuchania, Bartosz D. zadeklarował, iż będzie chciał odzyskać psa Fijo, co jej zdaniem jest jeszcze bardziej bulwersujące.

Obrońca Bartosza D. Katarzyna Bórawska potwierdziła, że jej klient nie przyznał się do winy, ale odmówiła komentowania szerzej okoliczności zdarzenia. Powiedziała, że chce się skupić na tym, żeby sąd nie przedłużył tymczasowego aresztu dla podejrzanego. O przedłużenie aresztu na kolejne trzy miesiące wnosi prokuratura.

P.o. prokurator rejonowy Toruń-Wschód Marcin Licznerski potwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że Bartosz D. nie przyznał się do zarzucanego czynu.

"Mężczyzna wskazał, że do zdarzenia doszło na skutek jego upadku, czego konsekwencją było spowodowanie obrażeń psa. Wymaga to weryfikacji procesowej. Wyjaśnienia nie są zbieżne z materiałem dowodowym, który udało się dotychczas zgromadzić. Mając na uwadze dotychczasową postawę podejrzanego i fakt, że zbiegł po zdarzeniu - skierowaliśmy do Sądu Rejonowego w Toruniu wniosek o dalsze stosowanie tymczasowego aresztowania przez okres kolejnych trzech miesięcy" - powiedział Licznerski.

D. wyjaśnił w poniedziałek, że ukrywał się po zdarzeniu za granicą i niedawno wrócił do Polski.

"Dowody wskazują na to, że mężczyzna spowodował obrażenia ciała psa i nie mogły one powstać w taki sposób, jak on tłumaczy. W czasie tego zdarzenia podejrzany był sam z psem w mieszkaniu. Jego wyjaśnienia wskazują, że ukrywał się przez organami ścigania, bo zobaczył relację ludzi w mediach społecznościowych i obawiał się o swoje bezpieczeństwo" - podkreślił Licznerski.

Podejrzany, jeszcze przed wejściem na przesłuchanie, powiedział dziennikarzom: "Jestem niewinny. Udowodnię wam to. Pozdrawiam rodzinę". Już po przesłuchaniu krzyczał w stronę dziennikarzy, żeby zajęli się innymi, ważniejszymi sprawami. Ponownie powiedział, że jest niewinny.

Policja zatrzymała Bartosza D. 9 marca w Ostaszewie k. Torunia; mężczyzna był poszukiwany listem gończym, jako podejrzany o pobicie czteromiesięcznego szczeniaka.

Prokurator Licznerski informował wcześniej PAP, że następnego dnia po pobiciu zwierzęcia policję o sprawie zaalarmowała żona podejrzanego. "Ona wraz z dziećmi 27 stycznia była u krewnych. Z pieskiem w domu został jej mąż. Gdy domownicy wrócili do domu, pies był już dotkliwie pobity. Mężczyzna spakował swoje rzeczy i od tamtej pory nikt z bliskich go nie widział. Kolejnego dnia rozpoczęła się batalia policji o ustalenie jego miejsca pobytu. Sprawdzono wszystkie wskazywane lokalizacje, ale różne sygnały w tej sprawie się nie potwierdziły" - mówił prokurator, dodając, że prokuratura skierowała wówczas do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny i poszukiwanie listem gończym.

Pies Fijo przeszedł już operację w Czechach, a obecnie rehabilitowany jest w Bielsku-Białej, gdzie znajduje się specjalistyczna placówka leczenia takich urazów, 9 kwietnia wyjedzie na specjalistyczne leczenie do kliniki w Portugalii. (PAP, autor: Tomasz Więcławski)

Comments are closed.