Strajk LOT-u

Foto: PAP/Leszek Szymański

Kilkadziesiąt osób pikietą po godzinie 5 rano w siedzibie PLL LOT rozpoczęło w czwartek strajk. Związkowcy zapowiadają strajk "do skutku". Spółka zapewnia, że żaden rejs tego dnia nie zostanie odwołany z powodu strajku. Pierwszy lot ma się odbyć planowo o godz. 7.15.

"Zebraliśmy się w holu siedziby spółki. Rozpoczynamy strajk, który ma polegać na niepodejmowaniu przez pracowników czynności lotniczych. Co oznacza, że osoby które tu przyszły, nie stawią się lub nie stawiły się dziś do pracy" - powiedziała w czwartek przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego Monika Żelazik.

"Domagamy się przede wszystkim przywrócenia mnie do pracy. Zdjęcia represji z ludzi, normalnej polityki społecznej w spółce - bo to jest spółka Skarbu Państwa" - powiedziała pytana o powody strajku.

Żelazik dodała, że do protestujących mają dołączać kolejne osoby. Pytana, ile ich może być - powiedziała, że tego nie wie. "Swój udział tutaj zapowiedziało około 350 osób. Nie chcemy robić tutaj demonstracji w nocy. Mam nadzieję, że do tego czasu ktoś podejmie z nami rozmowy" - powiedziała.

Dyrektor biura komunikacji LOT Adrian Kubicki powiedział w czwartek PAP, że żaden rejs nie został tego dnia odwołany z powodu strajku. Dwa rejsy zostały odwołane z powodów technicznych. W sumie LOT w czwartek ma zrealizować około 350 przylotów do Warszawy i odlotów.

"Mam informację sprzed chwili z naszego centrum operacyjnego, która mówi, że wszystkie rejsy powrotne do Warszawy - bo te rozpoczynają się najwcześniej, będą realizowane zgodnie z planem. Czy rejsy z Warszawy wystartują bez problemu - ostateczne potwierdzenie będziemy mieli mniej więcej za godzinę". Spółka "szantażowana strajkiem" powiedział. Podkreślił też, że akcja strajkowa jest nielegalna.

Głównym punktem sporu między związkami zawodowymi działającymi w LOT a władzami spółki jest wypowiedziany w 2013 roku regulamin wynagradzania z 2010 roku. LOT wówczas stanął na krawędzi bankructwa i musiał przeprowadzić restrukturyzację. Spółka otrzymała pomoc publiczną, którą notyfikowała Komisja Europejska. Stare zasady dot. wynagrodzeń zostały zastąpione nowymi, ramowymi - zdaniem związków - mniej korzystnymi dla pracowników. Obecnie płace zależą m.in. od wylatanych godzin. Związki zawodowe krytykują też władze spółki, że nowi pracownicy, np. stewardesy nie są zatrudniani na umowy o pracę, tylko na umowy cywilnoprawne lub prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą.

27 kwietnia br. zarząd LOT-u przesłał związkom postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie, który zdecydował, że zapowiadany przez związkowców na 1 maja br. protest, nie może się odbyć na podstawie wyników referendum strajkowego. Związki zawodowe przez trzy kolejne dni nadal informowały opinię publiczną, że nie zamierzają się zastosować do postanowienia sądu i nie odstąpią od rozpoczęcia strajku. Dopiero 30 kwietnia związki ogłosiły, że 1 maja zorganizują pikietę, a nie strajk.

Pod koniec kwietnia Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że zapowiadany na 1 maja przez związki zawodowe strajk nie może się odbyć. Stało się to po skierowaniu przez LOT wniosku, by sąd udzielił zabezpieczenia poprzez zakazanie pozwanym związkom ogłoszenia oraz przeprowadzenia strajku.

W lipcu br. Sąd Apelacyjny jednak zdjął zabezpieczenie wydane wcześniej przez Sąd Okręgowy.

Pod koniec września br. Sąd Okręgowy w Warszawie ponownie zakazał przeprowadzenia strajku w LOT do czasu zakończenia postępowania o ustalenie jego legalności. We wrześniu bowiem, związkowcy podjęli drugą próbę przeprowadzenia w tym roku akcji protestacyjnej w LOT. W czwartek będzie to trzecie podejście związków do strajku.

Udziałowcami PLL LOT są: Skarb Państwa (99,856 proc. akcji) oraz TF Silesia (0,144 proc. akcji).  LOT zatrudnia prawie 3 tys. osób w kilkudziesięciu krajach na całym świecie.(PAP, autor: Aneta Oksiuta, skrót redakcji)

Comments are closed.