
Łódzki Ogród Zoologiczny pożegnał 20-letnią lwicę azjatycką o imieniu Tycia. Informację o jej śmierci zoo ogłosiło w sobotę, 15 lutego, wieczorem. Tycia była wyjątkowym zwierzęciem. Kiedy była jeszcze kociakiem, została porzucona przez matkę, a jej wychowanie przejęli ludzie. Okazywała im swoją przyjaźń na swój własny sposób.
Tycia była ostatnim potomkiem pary lwów, Luei i Bruna. Była najmniejsza i najdelikatniejsza z ich dzieci, co zainspirowało opiekunów do nadania jej tego imienia. Luei, doświadczona matka, początkowo troskliwie opiekowała się lwiątkiem, ale po trzech tygodniach przestała się nim interesować. Porzucone lwiątko siedziało cicho, próbując nawoływać matkę, ale ta ignorowała jego wołania i przestała karmić. Wówczas zapadła decyzja, by zabrać malucha i zapewnić mu opiekę.
Tycia była karmiona butelką przez ludzi i bardzo się do nich przywiązała. Jako dorosły kot, gdy słyszała głos człowieka, podchodziła do krat w swoim wybiegu, ocierała się o nie i pomrukiwała, okazywała swoje przywiązanie. Niezwykle łagodna, przewracała się na plecy, odsłaniając brzuch i machała łapami. Niestety, przez bliski kontakt z ludźmi nie nauczyła się zachowań charakterystycznych dla lwów. Miała trudności w nawiązywaniu więzi z innymi przedstawicielami swojego gatunku, a relacje z partnerem często kończyły się kłótniami.
Tycia była wyjątkowo spokojnym i łagodnym lwem, z cierpliwością znosiła wszystkie zabiegi medyczne, którym była poddawana, i wykazywała silną wolę życia. Opiekunowie doceniali jej spokojne usposobienie.
7 września 2025 roku obchodziłaby swoje 20. urodziny.
dzienniklodzki.pl

