
Etna.
Erupcja Etny sparaliżowała ruch lotniczy w Katanii, a część polskich turystów utknęła na Sycylii. Odwołane i przekierowywane loty, brak jasnych informacji oraz wysokie ceny alternatywnego transportu sprawiają, że podróżni na własną rękę próbują znaleźć drogę do Polski.
We wtorek 11 sierpnia lotnisko w Katanii pozostaje częściowo zamknięte z powodu pyłu wulkanicznego. Samoloty nie mogą tam lądować, a odloty odbywają się w ograniczonym zakresie.
Jedna z polskich rodzin, która miała wrócić do Gdańska już w niedzielę, po odwołaniu lotu zdecydowała się na podróż przez Palermo i Rzym. – W naszym odczuciu turysta jest pozostawiony sam sobie – relacjonuje pani Marta.
Podobne problemy spotkały pana Marka, który miał wrócić do Warszawy. Część lotów przekierowano z Katanii do Palermo, ale informację pasażerowie otrzymali w ostatniej chwili. Niektórzy dotarli na lotnisko taksówkami, płacąc nawet około 700 euro. Jeden z samolotów do Warszawy miał według relacji pasażerów odlecieć niemal pusty.
W obawie przed kolejnymi zmianami pan Marek zdecydował się na alternatywną trasę: promem z Sycylii na Maltę, a następnie samolotem do Warszawy.
Władze lotniska apelują, aby przed podróżą sprawdzać status rejsu bezpośrednio u przewoźnika. Sytuacja może się zmieniać wraz z aktywnością Etny i obecnością pyłu wulkanicznego w atmosferze.
turystyka.wp.pl






