
Zdjęcie ilustracyjne.
Dźwięk dzwonków pojawia się jeszcze zanim stado wyłoni się zza zakrętu. Chwilę później drogę wypełniają owce, juhasi i psy. Z Czarnego w gminie Sękowa wyruszył jesienny redyk Józefa Klimowskiego. Kierdel ma przed sobą około 180 kilometrów, a jego celem jest Nowy Targ.
Takiej wędrówki nie da się zaplanować co do minuty. Stado porusza się własnym rytmem, dlatego gdy czoło kierdla jest już kilkaset metrów dalej, ostatnie owce mogą dopiero opuszczać wcześniejszy fragment trasy. Nad sprawnym przemieszczaniem się całego stada czuwają juhasi oraz psy.
Pierwszy dzień wędrówki prowadził przez Beskid Niski. Owce przechodziły między innymi przez Radocynę, Konieczną, Regietów, okolice Wysowej-Zdroju oraz Ropki. Na trasie pojawiali się mieszkańcy, kierowcy i fotografowie. Kierowcy musieli uzbroić się w cierpliwość, ponieważ przejazd był możliwy dopiero po przejściu całego stada.
Kiedy owce wychodzą na drogę, samochody muszą poczekać
Przy tak dużym kierdlu przejście przez miejscowość nie trwa kilku chwil. Owce zajmują całą szerokość drogi, pokonują skrzyżowania i mijają kolejne zabudowania. Juhasi pilnują, aby stado zbytnio się nie rozciągnęło i bezpiecznie pokonywało kolejne odcinki.
Dla mieszkańców miejscowości znajdujących się na trasie oznacza to czasem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut oczekiwania. Dla fotografów jest to z kolei okazja do uchwycenia wyjątkowego widoku – setek owiec przemieszczających się wspólnie przez lokalne drogi.
Zanim jednak kierdel pojawi się przed oczami, zwykle można go najpierw usłyszeć. Charakterystyczne dzwonki owiec rozlegają się na długo przed pojawieniem się pierwszych zwierząt.
Przed stadem około 180 kilometrów
Wędrówka rozpoczęta w Czarnem prowadzi przez Beskid Niski, a następnie w kierunku Beskidu Sądeckiego. Kolejnym etapem będzie Podhale, a cała trasa zakończy się w Nowym Targu.
Do pokonania jest około 180 kilometrów, dlatego redyk został podzielony na kilka etapów. Po każdym dniu marszu stado odpoczywa, aby następnego dnia ponownie ruszyć w drogę.
Wędrówce towarzyszą jesienne warunki. O porankach nad dolinami pojawiają się mgły, nawierzchnia dróg może być mokra, a wraz z kolejnymi kilometrami zmienia się również otaczający krajobraz.
Józef Klimowski prowadzi owce na Podhale
Baca Józef Klimowski od lat prowadzi swoje stada pomiędzy Beskidem Niskim a Podhalem. Jesienny redyk jest zwieńczeniem sezonu wypasu i jednocześnie tradycyjnym powrotem stada w stronę Nowego Targu.
Tegoroczny kierdel liczy około 1200 owiec. Przed pasterzami pozostają kolejne etapy wędrówki, a wraz z nimi następne kilometry, przejścia przez miejscowości i konieczność pilnowania, by całe stado bezpiecznie dotarło do celu.
Gdy ostatnie owce znikną za kolejnym zakrętem, ruch na drodze może wrócić do normy. Dopóki jednak trwa redyk, pierwszeństwo należy do kierdla.
gazetakrakowska.pl
