Oszuści zaciągnęli pożyczkę na jej dane. Bank chciał, by spłaciła prawie 10 tys. zł

Fot. Depositphotos
Zdjęcie ilustracyjne.

Pani Magda padła ofiarą oszustwa, w wyniku którego przestępcy uzyskali dostęp do jej bankowości internetowej i zaciągnęli w jej imieniu pożyczkę. Bank uznał jednak, że to ona powinna spłacić zadłużenie. Kobieta nie zgodziła się z takim stanowiskiem i sprawa trafiła do sądu. Ten ostatecznie stanął po jej stronie.

Pani Magda (imię zostało zmienione) w listopadzie 2021 roku odebrała telefon od kobiety podającej się za pracownicę banku. Klientka korzystała z usług tego banku od ponad pięciu lat i miała w nim konto oraz kartę debetową, dlatego nie podejrzewała, że może mieć do czynienia z oszustką.

Podczas rozmowy została nakłoniona do zainstalowania aplikacji. W ten sposób przestępcy przejęli kontrolę nad jej urządzeniem i uzyskali dostęp do danych umożliwiających zalogowanie się do bankowości internetowej.

Jeszcze tego samego dnia oszuści zaciągnęli na jej dane pożyczkę w wysokości 7 tys. zł. Z rachunku wypłacili również łącznie ponad 14 tys. zł.

Bank domagał się spłaty pożyczki

Kobieta zawiadomiła o sprawie organy ścigania i złożyła reklamację w banku. Instytucja nie uznała jednak jej argumentów.

Po pewnym czasie bank zaczął domagać się spłaty zaległych rat, a następnie wypowiedział umowę pożyczki. W sierpniu 2024 roku skierował sprawę do sądu, żądając zwrotu pożyczonych pieniędzy wraz z odsetkami.

Miesiąc później referendarz sądowy wydał nakaz zapłaty. Zgodnie z nim kobieta miała zapłacić bankowi blisko 10 tys. zł wraz z odsetkami oraz około 1,7 tys. zł tytułem kosztów postępowania.

Pani Magda wniosła sprzeciw. Podkreślała, że padła ofiarą oszustwa, nie zaciągała pożyczki i nie miała zamiaru korzystać z otrzymanych pieniędzy. Wskazywała również, że w sprawie prowadzone było postępowanie dotyczące przestępstwa.

Bank prezentował inne stanowisko. Twierdził, że klientka udostępniła oszustom swoje dane, a do jej obowiązków należała ochrona informacji umożliwiających dostęp do rachunku. Zdaniem banku nie można było przerzucać na niego odpowiedzialności za to, komu klient przekazuje swoje dane uwierzytelniające.

Sąd stanął po stronie klientki

Sprawą zajął się Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie. W połowie kwietnia tego roku sąd oddalił powództwo banku. Wyrok uprawomocnił się pod koniec maja, ponieważ bank nie zdecydował się na wniesienie apelacji.

Sąd uznał, że samo wykorzystanie danych identyfikacyjnych klientki nie oznacza, że to ona zawarła umowę pożyczki.

„Sam fakt wykorzystania danych identyfikacyjnych pozwanej nie jest wystarczający do przyjęcia, że to ona złożyła oświadczenie woli, jeżeli okoliczności sprawy wskazują, że dane te zostały użyte przez osobę trzecią bez jej rzeczywistego udziału” – wskazano w uzasadnieniu.

Sąd ustalił, że działania prowadzące do zawarcia umowy zostały wykonane przez osobę trzecią, która wykorzystała uzyskany dostęp do bankowości internetowej kobiety. Klientka nie miała świadomości, jaki był rzeczywisty charakter wykonywanych czynności.

W konsekwencji sąd uznał, że kobieta nie jest zobowiązana do zwrotu środków wypłaconych na podstawie umowy, której faktycznie nie zawarła.

Bank musiałby wykazać winę klientki

W uzasadnieniu sąd zwrócił również uwagę na możliwość dochodzenia przez bank odszkodowania od właściciela rachunku. Musiałby jednak wykazać, że jego zawinione działanie lub zaniechanie doprowadziło do powstania szkody.

W tej sprawie bank nie wystąpił z takim roszczeniem. Nie wykazał również, że klientka w sposób zawiniony przyczyniła się do powstania szkody.

Podobne sprawy trafiają do sądów

To nie jest jedyny przypadek, w którym oszuści wykorzystali dane klienta do zaciągnięcia zobowiązania. W lutym Rzecznik Finansowy informował o podobnej sprawie.

W tamtym przypadku kobieta kliknęła w mediach społecznościowych fałszywą reklamę dotyczącą inwestowania w akcje. Po podaniu numeru telefonu skontaktowała się z nią oszustka, która wyłudziła dane i uzyskała dostęp do bankowości elektronicznej. Następnie w imieniu kobiety zaciągnięto pożyczkę.

Klientka szybko zawiadomiła policję i złożyła reklamację w banku. Sprawa trafiła jednak do sądu, a bank domagał się od niej spłaty niemal 60 tys. zł. Ostatecznie Sąd Okręgowy w Białymstoku oddalił apelację banku.

– W przypadku tej sprawy klientka chciała zainwestować swoje środki. Jej intencją nie było zaciągnięcie pożyczki, a tym bardziej przekazanie pożyczonej kwoty nieznanej osobie – komentowała radca prawny Katarzyna Łakoma, prowadząca sprawę z ramienia Rzecznika Finansowego.

Policja ostrzega przed fałszywymi pracownikami banków

Służby regularnie przypominają, że oszuści wykorzystują coraz bardziej przekonujące metody. Podszywają się pod pracowników banków i nakłaniają swoje ofiary do instalowania aplikacji, podawania danych logowania lub kodów autoryzacyjnych.

Policja podkreśla, że prawdziwi pracownicy banków nie proszą klientów o instalowanie programów umożliwiających zdalną obsługę urządzenia ani o podawanie loginów, haseł czy kodów autoryzacyjnych. Nie nakazują również wykonywania przelewów w celu „zabezpieczenia” pieniędzy.

W przypadku podejrzanego telefonu najlepiej przerwać rozmowę i samodzielnie skontaktować się z bankiem, korzystając wyłącznie z jego oficjalnych kanałów kontaktu.

next.gazeta.pl