
Nasila się konflikt w Zakopanem dotyczący quadów. Mieszkańcy Olczy oraz niektórych rejonów Poronina są zmęczeni zniszczeniami ich pól przez firmy wynajmujące quady dla turystów. Jak mówi jedna z mieszkanek Olczy, dochodzi do dewastacji pól, niszczenia ogrodzeń i tworzenia nowych ścieżek. W tej sprawie walczy już około 30 właścicieli działek w okolicach Zoniówki, Walkoszy i Gawlaków. Burmistrz Zakopanego wyraża jednak bezradność i wskazuje, że nie może wiele zdziałać.
Wyprawy quadowe zyskały popularność kilka lat temu, szczególnie w lasach i na bezludnych terenach. Początkowo problem pojawił się w rejonie Gubałówki i Dzianisza, gdzie mieszkańcy również protestowali przeciwko zniszczeniom ich majątków. Gmina Kościelisko wciąż stara się przeciwdziałać takim zagrożeniom.
Moda na quady dotarła również do Zakopanego i pobliskich miejscowości, takich jak Poronin, Ząb czy Murzasichle. W rejonie Zoniówki, które dotąd było spokojnym zakątkiem Zakopanego, sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca. Latem można tam było cieszyć się ciszą i spotkać pasące się krowy, owce oraz konie. Mieściła się tam także stadnina koni, która umożliwiała młodzieży praktykowanie jeździectwa oraz organizowała przejażdżki konne w okolicy.
Obecnie Zoniówka przekształca się w miejsce intensywnej eksploatacji przez quady i motocrossy. Po ustąpieniu śniegu wracają wyścigi, a mieszkańcy skarżą się na hałas, który staje się nie do zniesienia. Pani Helena, mieszkanka Olczy, podkreśla, że pomimo prób ogrodzenia swoich pól, nie przynoszą one efektu. „Usuwają ogrodzenia, dewastują je i tworzą nowe trasy, ignorując czyjąś własność” – dodaje.
Jeszcze gorsze jest to, że niektórzy z uczestników tego procederu to lokalni przedsiębiorcy, którzy prowadzą wypożyczalnie quadów i prowadzą swoich klientów przez obszary podlegające eksploatacji. W tej chwili w regionie przybywa takich punktów, co tylko zaostrza problem, zwłaszcza w Zoniówce z uwagi na niską zabudowę.
Mieszkańcy zwrócili się do burmistrza Zakopanego o pomoc w rozwiązaniu sytuacji. Łukasz Filipowicz zaznacza, że stawienie czoła temu problemowi jest trudne. Wspólnie omawiano już tę kwestię z przedstawicielami starostwa oraz innymi gminami tatrzańskimi, a także zorganizowano spotkanie w ratuszu. Burmistrz zauważa, że urząd miasta nie ma szerokich możliwości działania w tej sprawie.
gazetakrakowska.pl