
Nieoczekiwane zmiany w rezerwacjach i brak możliwości ich edycji wywołały falę niezadowolenia wśród klientów Wizz Aira. Po nagłośnieniu sprawy przewoźnik przyznał, że doszło do błędu i przywrócił pasażerom możliwość zarządzania swoimi lotami.
O sprawie zrobiło się głośno po tym, jak do portalu branżowego Fly4free zaczęli zgłaszać się pasażerowie, którzy zauważyli zmienione godziny swoich lotów.
Według relacji podróżnych samo otwarcie powiadomienia w aplikacji miało być traktowane jako akceptacja nowego rozkładu. W efekcie system blokował możliwość samodzielnej zmiany terminu lub godziny lotu, pozostawiając pasażerów z narzuconą rezerwacją.
Z czterodniowego urlopu zostało… 35 minut
Zmiany dotknęły m.in. osoby podróżujące z Katowic do Portugalii i na Cypr.
Jedna z najbardziej kuriozalnych sytuacji dotyczyła pasażera lecącego do Porto. Po zmianach w systemie jego lot powrotny został wyznaczony na ten sam dzień, zaledwie 35 minut po planowanym lądowaniu. Oznaczałoby to konieczność błyskawicznego opuszczenia samolotu, odbioru bagażu, ponownej odprawy i dotarcia do bramki odlotów w praktycznie nierealnym czasie.
Przewoźnik rozpoczął wyjaśnianie sprawy
Po licznych zgłoszeniach i publikacjach medialnych Wizz Air poinformował klientów o rozpoczęciu analizy problemu. Jednocześnie odblokowano możliwość zarządzania rezerwacjami.
Pasażerowie ponownie mogli zmieniać terminy lotów, a w niektórych przypadkach także wybrać inny kierunek podróży. Część osób zdecydowała się skorzystać z tej opcji i zmodyfikowała swoje plany wyjazdowe.
Choć sprawę udało się ostatecznie rozwiązać, wielu klientów zwraca uwagę, że początkowy brak możliwości reakcji ze strony przewoźnika wywołał sporo stresu i niepewności tuż przed planowanymi wakacjami.
natemat.pl





