
Zdjęcie ilustracyjne.
W miejscowości Cesarka pod Strykowem doszło do poważnego zdarzenia, w którym porażone prądem zostały dwie osoby oraz pies. W związku ze sprawą prokuratura postawiła zarzuty dzierżawcy terenu.
Do zdarzenia doszło 2 maja ubiegłego roku w pobliżu jednego z hoteli. 50-letnia kobieta z Łodzi spacerowała z psem w okolicach stawu. W pewnym momencie zwierzę zaplątało się w rozciągnięty przy brzegu metalowy drut, stanowiący element tzw. elektrycznego pastucha. Pies wpadł do wody i został porażony prądem — nie przeżył.
Kobieta, próbując pomóc zwierzęciu, dotknęła przewodu i również została porażona. Jej stan był bardzo ciężki — doszło m.in. do ostrej niewydolności oddechowej i zatrzymania krążenia. Na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, a poszkodowana trafiła do szpitala, gdzie udało się ją uratować. Biegli ocenili jej obrażenia jako ciężki uszczerbek na zdrowiu, realnie zagrażający życiu.
Pomocy kobiecie próbował udzielić także mężczyzna, który był świadkiem zdarzenia. On również został porażony prądem i doznał obrażeń mięśni.
Z ustaleń biegłych wynika, że instalacja była nieprawidłowa — w przewodzie znajdowało się napięcie 230 V, podczas gdy w tego typu urządzeniach powinno ono wynosić maksymalnie 12 V.
Śledztwo wykazało, że za instalację odpowiada dzierżawca terenu. W Prokuraturze Rejonowej w Zgierzu przedstawiono mu zarzuty narażenia ludzi na utratę życia oraz spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u kobiety i średniego u mężczyzny. Grozi mu kara pozbawienia wolności.
Podejrzany nie przyznał się do winy. W swoich wyjaśnieniach twierdził, że wcześniej zamontował instalację zgodną z normami, a pojawienie się napięcia 230 V tłumaczył brakiem wiedzy o zmianie parametrów urządzenia.
dzienniklodzki.pl