
Trwa dogaszanie rozległego pożaru, który przez wiele godzin obejmował teren dawnej Fabryki Drutu w Gliwicach (woj. śląskie). Ogień strawił obszar o powierzchni blisko jednego hektara. Płomienie sięgały kilku metrów wysokości, a nad miastem długo unosiły się gęste, czarne kłęby dymu. Choć na miejscu nadal pracuje ponad stu strażaków, władze miasta zapewniają, że sytuacja została opanowana.
Relacje mieszkańców, które pojawiły się w mediach społecznościowych, oddają skalę zdarzenia. „Przejeżdżaliśmy obok — straszne, jak to wyglądało” czy „Tragiczny widok i ogromna strata dla ludzi związanych z tym miejscem” — pisali świadkowie.
Pożar wybuchł w niedzielę, 3 maja, wieczorem przy ul. Jana Śliwki. Według informacji Urzędu Miasta Gliwice, około godziny 22:30 ogień obejmował już blisko 0,9 hektara, a w akcji uczestniczyły 42 zastępy straży pożarnej. Na miejscu pracowało także mobilne laboratorium monitorujące jakość powietrza — nie stwierdzono zagrożenia dla zdrowia mieszkańców.
Jak przekazano, źródłem pożaru mogły być odpady lub elementy pozostałe po rozbiórce, składowane na zewnątrz. Ogień szybko rozprzestrzenił się na sąsiednie hale, a w kulminacyjnym momencie objął ponad 1,5 hektara terenu.
Akcja gaśnicza trwała przez całą noc. W jej szczytowej fazie brało udział aż 170 strażaków z różnych części województwa śląskiego. W związku z intensywnym zadymieniem wprowadzono zmiany w organizacji ruchu — częściowo zamknięto ulice Dubois i Śliwki, a także zjazdy z Drogowej Trasy Średnicowej w pobliżu miejsca zdarzenia. Policja kierowała kierowców na objazdy.
W poniedziałek rano, około godziny 6:00, poinformowano o przejściu do etapu dogaszania. Na miejscu nadal pracowało około 140 strażaków, a poszczególne jednostki były stopniowo odsyłane do swoich baz. Utrudnienia drogowe w rejonie pożaru wciąż występują.
fakt.pl