
Polscy żołnierze pilnują granicy z Białorusią.
Szef łotewskich służb bezpieczeństwa Normunds Mezviets ostrzega, że działania prowadzone przez Białoruś przybierają coraz bardziej agresywny charakter. Migranci mają być szkoleni, by stosować przemoc po przekroczeniu granic Unii Europejskiej.
Migranci jako narzędzie presji
Według informacji przekazanych w rozmowie z The Telegraph, cudzoziemcy trafiają do specjalnych obozów szkoleniowych na terytorium Białorusi. Następnie są kierowani na granice z państwami takimi jak Polska czy Łotwa.
Zjawisko to nie jest nowe – jego początki sięgają kryzysu migracyjnego z 2021 roku, który był jednym z elementów szerszej strategii destabilizacji Zachodu.
Propaganda i manipulacja
Jak wskazuje Normundsa Mezvietsa, jednym z narzędzi stosowanych przez służby są operacje informacyjne. Migrantom pokazywane są spreparowane nagrania, mające rzekomo dokumentować przemoc ze strony europejskich funkcjonariuszy.
Analiza materiałów wykazała jednak, że część „dowodów” jest fałszywa – widoczne na nagraniach obrażenia to efekt prostej charakteryzacji, a nie rzeczywistych zdarzeń.
Coraz bardziej agresywne działania
Największe obawy budzą jednak doniesienia o szkoleniach, które mają przygotowywać migrantów do agresywnych zachowań wobec służb granicznych. Równolegle Białoruś rozbudowuje infrastrukturę przygraniczną – od obozów po zaplecze logistyczne.
Pojawiają się także informacje o możliwych tunelach wykorzystywanych do przerzutu ludzi, choć nie zostały one oficjalnie potwierdzone przez Łotwę.
Szerszy kontekst: działania NATO
Zdaniem łotewskich służb działania te wpisują się w szerszą strategię Rosji i Białorusi, której celem jest destabilizacja NATO.
Oprócz presji migracyjnej obejmuje ona także sabotaż infrastruktury – w tym sieci kolejowych, kluczowych dla ewentualnego transportu wojsk w przypadku konfliktu.
Historyczne obawy Łotwy
Normunds Mezviets podkreśla, że doświadczenia historyczne sprawiają, iż Łotwa szczególnie poważnie traktuje zagrożenie ze strony Rosji.
Jego zdaniem ignorowanie tych sygnałów mogłoby mieć dramatyczne konsekwencje dla suwerenności państwa i bezpieczeństwa regionu.
interia.pl