
Model samolotu Avro Lancaster.
Nurkowie z grupy Baltictech dokonali niezwykłego odkrycia w Zatoce Gdańskiej. Na głębokości zaledwie 11 metrów odnaleźli pozostałości brytyjskiego bombowca Avro Lancaster z czasów II wojny światowej. Wszystko wskazuje na to, że maszyna została zestrzelona w sierpniu 1944 roku podczas operacji minowania portu w Gdyni. Co ciekawe, wrak znajdował się w rejonie, który wcześniej był wielokrotnie eksplorowany.
Nikt nie spodziewał się tam samolotu
Informację o dużym obiekcie znajdującym się na dnie przekazała nurkom Baltictech Marynarka Wojenna. Początkowo eksploratorzy podchodzili do zgłoszenia z dużym dystansem. Wskazane miejsce znajdowało się bowiem między wejściem do portu w Gdyni a Torpedownią, czyli na obszarze, który był już wielokrotnie sprawdzany.
Po zejściu pod wodę okazało się jednak, że informacja była trafna.
– Na początku nie wierzyliśmy w tę wiadomość. Jednak kiedy udało się zanurkować, ku naszemu zaskoczeniu, faktycznie na dnie trafiliśmy na resztki dużego samolotu czterosilnikowego – powiedział lider grupy Baltictech Tomasz Stachura.
Pozostałości maszyny znajdują się około 11 metrów pod powierzchnią wody. Nurkowie odnaleźli między innymi silniki, łopaty śmigieł oraz fragmenty konstrukcji samolotu.
– To były resztki naprawdę dużego samolotu. Po rodzaju silnika szybko doszliśmy do tego, że to brytyjski Lancaster z charakterystycznym dwusterowym ogonem – relacjonował Stachura.
Samolot mógł zostać zestrzelony podczas minowania Gdyni
Po identyfikacji wraku rozpoczęto poszukiwania informacji, które mogłyby wyjaśnić, w jaki sposób Lancaster znalazł się na dnie Zatoki Gdańskiej. Jednym z pierwszych tropów były alianckie naloty na okupowaną przez Niemców Gdynię, będącą w czasie wojny ważną bazą Kriegsmarine.
Analiza dokumentów dotyczących bombardowań nie przyniosła jednak odpowiedzi. W raportach dotyczących strat podczas jednego z nalotów odnotowano cztery utracone Lancastery, ale żaden z nich nie został wskazany jako maszyna, która spadła w pobliżu Gdyni.
Przełom nastąpił po przeprowadzeniu dodatkowej kwerendy w brytyjskich archiwach. Członek Baltictechu Tomasz Zwara przeanalizował informacje dotyczące Lancasterów utraconych nad Bałtykiem.
Z ustaleń nurków wynika, że w sierpniu 1944 roku brytyjski bombowiec został zestrzelony bezpośrednio nad Gdynią podczas prowadzonej na małej wysokości operacji minowania portu. Cała załoga miała zginąć.
Według Tomasza Stachury prawdopodobieństwo, że odnaleziony wrak należy właśnie do tej maszyny, wynosi 99 procent.
– Szukamy dalej, bo może uda nam się dojść do nazwisk załogi. Może byli tam Polacy – powiedział nurek.
Operacja była prowadzona na niewielkiej wysokości i wiązała się z zagrożeniem również długo po zakończeniu wojny. Według informacji Baltictechu część min zrzuconych wówczas w rejonie Zatoki Gdańskiej pozostawała tam przez dziesięciolecia. Niektóre niewybuchy zostały usunięte i zutylizowane dopiero w ostatnich latach.
Muzeum chce zabezpieczyć pozostałości
Odkryciem zainteresowały się już instytucje odpowiedzialne za ochronę morskiego dziedzictwa. Urząd Morski w Gdyni rozpoczął procedurę objęcia miejsca, w którym znajduje się wrak, pełną ochroną i nadzorem.
Zachowanymi elementami Lancastera oraz możliwością ich wydobycia zainteresowane jest Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Ewentualne zabezpieczenie artefaktów mogłoby pozwolić na dokładniejsze poznanie historii maszyny i jej załogi.
Nurkowie Baltictechu zamierzają kontynuować zarówno eksplorację wraku, jak i poszukiwania informacji w archiwach. Szczegóły dotyczące odkrycia oraz historii samolotu mają zostać przedstawione podczas tradycyjnej konferencji Baltictechu, która jest planowana na listopad.
dziennikbaltycki.pl
