
Podczas wieczornego spaceru z psem mieszkanka Gdańska przeżyła dramatyczne chwile. Została zaatakowana przez dziki — jeden podszedł od tyłu, a drugi zaatakował z boku. Jak sama mówi, tylko dzięki reakcji jej psa uniknęła poważniejszych konsekwencji. Teraz apeluje do władz miasta o zdecydowane działania. – Tym razem udało mi się wyjść z tego cało, ale następnym razem ktoś może nie mieć tyle szczęścia – ostrzega.
Do incydentu doszło w środę, 7 maja, około godziny 22:40 w dzielnicy Łostowice, w pobliżu ulicy Srebrnej. Kobieta relacjonuje, że spacerowała ze swoim labradorem, gdy nagle została zaatakowana przez dzika od tyłu. Zwierzę przewróciło ją, ale dzięki szybkiej reakcji psa, który je odstraszył, udało się uniknąć poważnych obrażeń. Wkrótce potem z drugiej strony nadbiegł kolejny dzik.
Kobieta zdołała uciec i schronić się pod bramą pobliskiej szkoły, skąd wezwała pomoc. Początkowo zrezygnowała z wezwania karetki, jednak gdy emocje opadły, sama ją później wezwała. – Zadzwoniłam pod numer alarmowy 112, powiedziano mi, że powiadomią odpowiednie służby, w tym policję, straż miejską i myśliwego – relacjonuje na łamach „Dziennika Bałtyckiego”.
Na miejsce przyjechali funkcjonariusze, którzy zapewnili kobiecie bezpieczny powrót do domu. – Policjanci dopilnowali, by mieszkanka Gdańska mogła wrócić do siebie bezpiecznie – potwierdziła podinspektor Magdalena Ciska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.
dziennikbaltycki.pl