
Dziewięć godzin i sześć minut – tyle wynosił w 2025 roku średni czas pobytu pacjenta w Klinicznym Oddziale Ratunkowym Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Dla osób zgłaszających się do szpitala z problemami zdrowotnymi oznacza to często wiele godzin oczekiwania na zakończenie diagnostyki lub możliwość przyjęcia na odpowiedni oddział.
Według ogólnopolskiego zestawienia najdłuższy średni czas pobytu na SOR odnotowano właśnie w UCK w Gdańsku. Wyniósł on 546 minut. Na drugim miejscu znalazł się szpital w Grójcu w województwie mazowieckim, gdzie pacjenci spędzali średnio 527 minut. Trzeci wynik przypadł placówce w Częstochowie w województwie śląskim – 489 minut.
Jak długo pacjenci przebywają na SOR-ach na Pomorzu?
W województwie pomorskim czas pobytu pacjentów na szpitalnych oddziałach ratunkowych również jest liczony w godzinach. W placówkach należących do spółki Szpitale Pomorskie, która prowadzi między innymi SOR-y w Gdyni i Wejherowie, średnia wyniosła 361 minut, czyli nieco ponad sześć godzin.
W szpitalu w Sztumie, prowadzonym przez Grupę American Heart of Poland, wskaźnik osiągnął 352 minuty. Z kolei w Szpitalu św. Jana w Starogardzie Gdańskim było to 348,8 minuty, a w gdańskim Copernicusie – 340,4 minuty.
Krótsze średnie odnotowano w kolejnych placówkach regionu:
- Szpital Specjalistyczny w Kościerzynie – 263,7 minuty, czyli około 4 godziny i 24 minuty.
- Szpital „Zdrowie” w Kwidzynie – 237,5 minuty, czyli około 3 godziny i 58 minut.
- Powiatowe Centrum Zdrowia w Kartuzach – 187,5 minuty, czyli około 3 godziny i 8 minut.
- Samodzielny Publiczny Specjalistyczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Lęborku – 177,2 minuty, czyli około 2 godziny i 57 minut.
- Szpital Specjalistyczny im. J.K. Łukowicza w Chojnicach – 164,2 minuty, czyli około 2 godziny i 44 minuty.
Coraz więcej pacjentów trafia do gdańskiego KOR-u
O przyczyny długiego czasu pobytu chorych zapytaliśmy przedstawicieli Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Prof. Mariusz Siemiński, ordynator Klinicznego Oddziału Ratunkowego, wskazuje przede wszystkim na systematycznie rosnącą liczbę osób zgłaszających się po pomoc.
– KOR UCK obserwuje corocznie wzrost liczby zgłaszających się pacjentów w ciągu doby. O ile w roku 2025 liczba ta oscylowała wokół 100–110, to aktualnie przekracza ona liczbę 130 pacjentów. Nierzadkie są sytuacje, gdy jednocześnie w KOR UCK przebywa ponad 100 pacjentów – informuje prof. Mariusz Siemiński.
Rosnąca liczba chorych coraz mocniej obciąża oddział. Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że niemal 30 proc. pacjentów zgłaszających się do KOR-u wymaga późniejszego pobytu w szpitalu. Nie zawsze możliwe jest jednak szybkie przeniesienie ich na właściwy oddział.
Jedną z głównych przeszkód jest ograniczona liczba wolnych łóżek. UCK to szpital wysokospecjalistyczny, który zapewnia leczenie niedostępne w wielu innych placówkach województwa pomorskiego. Dotyczy to między innymi onkologii, hematologii, endokrynologii i transplantologii. Znaczna część miejsc szpitalnych służy więc pacjentom wymagającym szczególnie zaawansowanej opieki.
Jednocześnie obłożenie oddziałów pozostaje wysokie, a możliwości przyjmowania kolejnych chorych są ograniczone. W efekcie osoby, które przeszły już badania i zostały zakwalifikowane do hospitalizacji, muszą niekiedy czekać na zwolnienie miejsca.
Profesor Siemiński zwraca również uwagę na niedostatek łóżek internistycznych i geriatrycznych w całym Trójmieście. To kolejny czynnik, który wydłuża pobyt pacjentów na oddziale ratunkowym.
Problemem są także zgłoszenia dotyczące dolegliwości, które nie wymagają natychmiastowej interwencji ratunkowej. Część osób trafia na SOR z przewlekłymi problemami zdrowotnymi, które mogłyby być leczone w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, poradni specjalistycznej lub planowej hospitalizacji.
Przyczyny takich sytuacji są różne. Nie wszyscy pacjenci wiedzą, gdzie powinni szukać pomocy, a inni nie mogą uzyskać odpowiednio szybkiego terminu wizyty u lekarza rodzinnego lub specjalisty.
Czy Trójmiasto potrzebuje kolejnego SOR-u?
Według prof. Mariusza Siemińskiego znaczenie ma również liczba oddziałów ratunkowych działających w Trójmieście. Ordynator ocenia, że przy populacji liczącej około miliona mieszkańców powinno funkcjonować pięć takich placówek. Obecnie są cztery.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że z pomocy trójmiejskich SOR-ów korzystają także mieszkańcy okolicznych powiatów. Oznacza to, że oddziały muszą obsługiwać większą liczbę osób, niż mogłoby wynikać z samej liczby mieszkańców aglomeracji.
– Większość przyczyn długiego czasu oczekiwania w oddziale ratunkowym znajduje się poza kompetencjami pojedynczego szpitala, gdyż mają one charakter systemowy – podkreśla prof. Mariusz Siemiński.
UCK próbuje wykorzystywać dostępne miejsca w taki sposób, by zapewnić odpowiednią opiekę osobom wymagającym leczenia w specjalistycznych jednostkach szpitala. Ordynator apeluje jednocześnie, aby w przypadku dolegliwości niewymagających pilnej pomocy ratunkowej pacjenci korzystali z porad dotyczących właściwego miejsca uzyskania świadczeń.
Podobne wyzwania stoją przed Szpitalami Pomorskimi, które prowadzą między innymi oddziały ratunkowe w Gdyni i Wejherowie.
Jak przekazuje Krzysztof Piotrowski, rzecznik prasowy spółki, w 2025 roku SOR Szpitala Specjalistycznego im. Floriana Ceynowy w Wejherowie przyjął ponad 60 tys. pacjentów. Oddział ratunkowy Szpitala św. Wincentego a Paulo w Gdyni udzielił pomocy ponad 44 tys. osobom. Łącznie daje to ponad 104 tys. pacjentów w ciągu roku.
Co więcej, liczba zgłaszających się do obu placówek zwiększa się o około 10 proc. rocznie.
Rzecznik zaznacza jednak, że wielogodzinny średni czas pobytu nie oznacza, że każdy pacjent musi czekać tak długo.
– Wielu pacjentów przebywa w SOR znacznie krócej. Na średnią wpływają natomiast przypadki wymagające dłuższej diagnostyki, obserwacji, konsultacji specjalistycznych, a przede wszystkim pacjenci oczekujący na przyjęcie do oddziałów docelowych – wyjaśnia.
Szczególnie trudne są sytuacje, w których chorzy wymagają przyjęcia na oddziały internistyczne, ale nie ma na nich wystarczającej liczby wolnych miejsc. Pobyt na SOR może wówczas trwać wiele godzin, a w niektórych przypadkach nawet ponad dobę. Takie sytuacje znacząco podnoszą średnią, choć część pacjentów opuszcza oddział znacznie szybciej.
Szpitale Pomorskie podejmują działania, które mają usprawnić obsługę coraz większej liczby chorych. Zwiększana jest liczba lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Wprowadzono również program Asystentów Lekarza, którzy pomagają w czynnościach organizacyjnych i administracyjnych. Dzięki temu lekarze mogą w większym stopniu skupić się na zadaniach medycznych.
W przypadku pacjentów wymagających hospitalizacji placówki starają się także wykorzystywać możliwości oddziałów w pozostałych szpitalach należących do spółki.
Długi pobyt na SOR-ze to sygnał ostrzegawczy
O dane dotyczące czasu pobytu pacjentów na oddziałach ratunkowych zapytaliśmy również dr. n. med. Tomasza Łopacińskiego, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie medycyny ratunkowej. Ekspert nie ukrywa, że wynik osiągnięty przez UCK budzi niepokój.
– Średni czas pobytu wynoszący 546 minut, czyli 9 godzin i 6 minut, jest zdecydowanie zbyt długi z perspektywy pacjenta. Fakt, że według przytoczonego zestawienia jest to najwyższa wartość w kraju, należy potraktować jako poważny sygnał ostrzegawczy – ocenia dr Tomasz Łopaciński.
Specjalista podkreśla jednak, że porównywanie szpitali wymaga uwzględnienia ich specyfiki. Znaczenie mają między innymi profil placówki, stopień skomplikowania przypadków, zakres przeprowadzanej diagnostyki oraz dostępność oddziałów, na które można przenieść pacjentów.
Sam średni czas pobytu nie wystarcza więc do jednoznacznej oceny jakości pracy personelu ani ustalenia wszystkich przyczyn różnic pomiędzy szpitalami.
W przypadku UCK istotny jest szeroki zakres działalności placówki, obejmujący zarówno leczenie nagłych zachorowań, jak i zaawansowaną diagnostykę oraz terapię planową. Pacjenci z różnych grup korzystają z tych samych zasobów, w tym z personelu i dostępnych łóżek.
– W naszej praktyce zdarzają się sytuacje, w których pacjent wymagający hospitalizacji oczekuje na miejsce dobę lub dłużej, mimo stosowania rozwiązań takich jak łóżka tymczasowe na innych oddziałach – przyznaje konsultant wojewódzki.
Na czas pobytu wpływają również braki kadrowe oraz czas niezbędny do przeprowadzenia badań, uzyskania konsultacji i obserwacji chorego.
– Nakładają się na to ograniczenia kadrowe oraz czas potrzebny na badania, konsultacje i obserwację – podkreśla dr Tomasz Łopaciński.
W UCK nawet kilka razy w miesiącu zdarzają się sytuacje, w których zajęte są wszystkie dostępne łóżka i wózki transportowe. W tym samym czasie zespoły ratownictwa medycznego czekają na możliwość przekazania przywiezionych pacjentów.
Konsekwencje odczuwają więc nie tylko osoby przebywające na SOR-ze. Gdy karetka nie może przekazać chorego personelowi szpitala, jej zespół pozostaje zaangażowany w trwającą interwencję. W okresach największego obciążenia ogranicza to dostępność ratowników dla kolejnych osób potrzebujących pomocy.
Pacjenci nie zawsze mają inną możliwość uzyskania pomocy
Jednym z czynników zwiększających liczbę zgłoszeń na SOR jest ograniczona dostępność innych świadczeń medycznych. Niektórzy pacjenci przyjeżdżają do szpitala nie dlatego, że ich stan wymaga natychmiastowej interwencji, ale dlatego, że nie mogą szybko dostać się do lekarza rodzinnego, specjalisty lub wykonać niezbędnych badań.
Dr Łopaciński zaznacza, że nie należy automatycznie obwiniać za to pacjentów. W wielu sytuacjach nie mają oni realnej alternatywy. Jeśli uzyskanie konsultacji lub przeprowadzenie diagnostyki w odpowiednim terminie jest niemożliwe, oddział ratunkowy staje się najbardziej dostępnym miejscem poszukiwania pomocy.
Znaczenie ma również dostępność badań w podstawowej opiece zdrowotnej oraz nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Sama konsultacja lekarska nie zawsze pozwala bezpiecznie rozpoznać przyczynę dolegliwości. Jeśli potrzebne badania nie mogą zostać wykonane w odpowiednim czasie, pacjent może ostatecznie trafić na SOR.
Kolejnym wyzwaniem są zaostrzenia chorób przewlekłych, powikłania leczenia prowadzonego w innych placówkach oraz brak ciągłości opieki medycznej.
Zdaniem konsultanta skrócenie czasu pobytu pacjentów na oddziałach ratunkowych wymaga zmian obejmujących cały system ochrony zdrowia. Jednym z priorytetów powinno być zwiększenie dostępności pilnych konsultacji w podstawowej opiece zdrowotnej, a także szybkiej diagnostyki i porad ambulatoryjnych.
Osoby, których stan nie wymaga leczenia ratunkowego, powinny mieć rzeczywistą możliwość uzyskania pomocy poza SOR-em. Dotyczy to również dostępu do podstawowych badań w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej.
Konieczne jest także usprawnienie przenoszenia pacjentów z oddziałów ratunkowych na oddziały szpitalne. Wymaga to sprawniejszego zarządzania łóżkami, odpowiedniego zabezpieczenia przyjęć pilnych i zachowania równowagi między leczeniem planowym a nagłym.
Istotna jest ponadto organizacja opieki nad osobami, które nie potrzebują już hospitalizacji, ale z powodów zdrowotnych lub opiekuńczych nie mogą bezpiecznie wrócić do domu. Takie przypadki utrudniają zwalnianie miejsc dla kolejnych chorych.
Pacjenci powinni mieć również zapewnioną jasną ścieżkę uzyskania pomocy w razie pogorszenia stanu zdrowia lub pojawienia się powikłań po leczeniu w innych placówkach. Oddziały ratunkowe powinny zajmować się przede wszystkim nagłymi przypadkami, a nie stale zastępować pozostałe elementy systemu.
Potrzebne stabilne finansowanie szpitali
Dr Tomasz Łopaciński zwraca uwagę także na sytuację finansową placówek medycznych. Koszty udzielonych świadczeń muszą być pokrywane w sposób pozwalający szpitalom planować dalszą działalność. Niepewność związana z rozliczaniem nadwykonań i terminami płatności może utrudniać utrzymanie odpowiedniej liczby pracowników oraz rozwijanie możliwości leczenia.
Zdaniem eksperta potrzebne są stabilne i przewidywalne zasady finansowania. Pozwoliłyby one szpitalom lepiej planować wydatki, zabezpieczać personel i rozwijać zaplecze organizacyjne niezbędne do sprawnego przyjmowania pacjentów.
Wysokie średnie czasy pobytu na SOR-ach pokazują, że problem nie ogranicza się do pojedynczej placówki. Na sytuację wpływają jednocześnie rosnąca liczba pacjentów, niedobór wolnych łóżek, ograniczenia kadrowe i trudności z dostępem do świadczeń poza szpitalami. Bez zmian w kilku obszarach jednocześnie samo usprawnianie pracy oddziałów ratunkowych może okazać się niewystarczające.
dziennikbaltycki.pl
