
Wojsko chce do końca roku zabezpieczyć kolejne 200 km wschodniej granicy. Jednym z elementów planu ma być wykorzystanie lasów, bagien i mokradeł, które mogą utrudniać przemieszczanie się ciężkiego sprzętu.
– Teren też walczy. W naszym interesie leży powiększanie obszarów trudno dostępnych dla czołgów i ciężkiego sprzętu poprzez zalesianie i zabagnianie ziem wzdłuż granicy – mówił płk Marek Pietrzak ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Według wiceministra obrony Cezarego Tomczyka około 270 km wschodniej granicy jest już obecnie nieprzejezdne dla potencjalnego przeciwnika właśnie dzięki naturalnym barierom, takim jak puszcze i mokradła. Do końca 2026 r. zabezpieczonych ma być łącznie około 470 km granicy.
Na związek ochrony środowiska z obronnością zwracają uwagę także eksperci Fundacji Pułaskiego. W raporcie „Woda w systemie bezpieczeństwa narodowego” wskazują, że odbudowa mokradeł może jednocześnie poprawiać retencję wody, ograniczać skutki zmian klimatu i wzmacniać naturalne bariery obronne.
Takie podejście jest już elementem koncepcji Zielonej Tarczy Wschód. Wojsko współpracuje w tym zakresie z Ministerstwem Klimatu i Środowiska. Na projekty renaturyzacyjne planowane jest około 120 mln zł, a resort klimatu uruchomił 450 mln zł na odbudowę ekosystemów wodnych, głównie mokradeł i torfowisk.
Naturalne przeszkody mogą być również znacznie tańsze od klasycznych umocnień. Według przywoływanych przez ekspertów brytyjskich analiz odtworzenie kilometrowego pasa mokradeł wykorzystywanego jako naturalna bariera kosztuje około 90–540 tys. funtów. Budowa kilometra betonowego rowu przeciwpancernego to natomiast około 1–3 mln funtów.
To wartości szacunkowe, ale różnica jest wyraźna. Dodatkową zaletą mokradeł jest to, że po odtworzeniu nie wymagają tak kosztownego utrzymania jak betonowe umocnienia.
Jak podkreślają eksperci, przyroda może więc pełnić jednocześnie funkcję środowiskową i obronną. W przypadku wschodniej granicy oznacza to prostą zasadę: czasem bagno jest lepszą przeszkodą niż beton.
money.pl

