
2 stycznia przejdzie do historii polskiej meteorologii. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej potwierdził coś, co brzmi jak żart, ale nim nie jest: na nizinach leży więcej śniegu niż w Tatrach. Rekordzistą została Mława, gdzie pokrywa śnieżna sięgnęła 51 cm.
To jednak dopiero początek. Synoptycy ostrzegają, że w piątek wieczorem nad centrum kraju wkroczy tzw. „śnieżna autostrada”, która jeszcze pogorszy sytuację.
Dane ze stacji synoptycznych z piątku, 2 stycznia, z godziny 7.00 rano pokazują wyraźną anomalię. Liderem śnieżnego rankingu nie są góry, lecz północne Mazowsze. W Olsztynie zmierzono 43 cm śniegu, w Warszawie 22 cm, a w Jeleniej Górze – 28 cm. Dla porównania: w Zakopanem leży 45 cm, czyli mniej niż w Mławie.
Polska wyraźnie dzieli się dziś na dwie strefy. Wschód i centrum zmagają się z zaspami, podczas gdy zachód kraju – m.in. Szczecin, Zielona Góra czy Wrocław – o poranku notował jedynie śladowe ilości śniegu, a miejscami zupełnie go brakowało.
Ten spokój jest jednak złudny. Analiza map opadów wskazuje, że najtrudniejsza sytuacja czeka nas w piątkowy wieczór. Front śnieżny ułoży się w szeroki, zwarty pas przebiegający przez sam środek kraju – od Gorzowa i Poznania, przez Bydgoszcz i Konin, aż po Łódź i Warszawę.
W nocy z piątku na sobotę strefa opadów rozszerzy się niemal na całą Polskę. Śnieg zacznie padać również tam, gdzie dotąd go brakowało – od Gdańska po Kraków i od zachodniej granicy po wschód kraju. Opady będą słabsze (poniżej 1 cm na godzinę), ale powszechne.
Kierowcy planujący sobotnie podróże muszą liczyć się z tym, że drogi w całym kraju mogą być zabielone i bardzo śliskie. Szczególnie trudne warunki czekają mieszkańców pasa od Wielkopolski po Mazowsze – tam, gdzie już teraz leży pół metra śniegu, do soboty warstwa jeszcze się zwiększy.
wp.pl