
Polska coraz mocniej opiera się na imporcie z Chin. W pierwszych 11 miesiącach 2025 r. jego wartość sięgnęła 224 mld zł, a udział Państwa Środka w całym imporcie wzrósł do rekordowych 16 proc. To już poziom zbliżony do Niemiec, dotychczasowego lidera.
Tanie chińskie towary pomagają hamować inflację, ale mają też drugą stronę medalu. Deficyt handlowy Polski wrócił — niemal w całości przez rosnącą lukę w wymianie z Chinami, która przekroczyła 50 mld euro. Jednocześnie coraz częściej to Niemcy pełnią rolę pośrednika w tym handlu, bo chińskie dostawy trafiają do Europy głównie przez ich porty.
Efekt? Chińscy producenci wypierają niemieckich — także na polskim rynku. Widać to zwłaszcza w maszynach, elektronice i pojazdach. Podobny proces uderza w samą gospodarkę Niemiec, gdzie handel zagraniczny wyraźnie ciąży wzrostowi PKB.
W Polsce skala problemu jest mniejsza, głównie dzięki mocnemu złotemu. Trend jest jednak jasny: chiński import rośnie szybko, a jego wpływ na przemysł i handel będzie coraz trudniejszy do zignorowania.
money.pl