
Do poważnego pożaru doszło w Tychach przy ulicy Malinowej. Ogień niemal całkowicie zniszczył stodołę znajdującą się przy jednym z domów. Spłonął dach budynku wraz z zamontowanymi na nim panelami fotowoltaicznymi. W płomieniach stanęły także znajdujące się w środku maszyny rolnicze, w tym kombajn.
Zgłoszenie o pożarze dyżurny Stanowiska Kierowania Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Tychach otrzymał 12 marca po godzinie 14:00. Na miejsce natychmiast skierowano dwa zastępy strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Tychach oraz patrol policji.
Szybko okazało się jednak, że skala pożaru jest znacznie większa, niż początkowo zakładano. Dowódca akcji poprosił o dodatkowe siły i środki. Do działań skierowano kolejne zastępy z JRG Tychy, a także ciężkie samochody ratowniczo-gaśnicze z JRG Bieruń oraz jednostki OSP Lędziny.
Problemy z wodą i wybuch butli z gazem
Podczas akcji gaśniczej pojawiły się dodatkowe trudności. Strażacy stwierdzili, że pobliska sieć hydrantowa ma zbyt niskie ciśnienie. W związku z tym konieczne było zorganizowanie punktu poboru wody z hydrantu w rejonie ulicy Stoczniowców 70.
W trakcie pożaru doszło również do wybuchu butli z gazem propan-butan. Fragmenty butli spadły na teren pobliskich ogródków działkowych. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie został ranny.
Ogromne straty
W wyniku pożaru całkowitemu spaleniu uległ dach stodoły wraz z instalacją fotowoltaiczną. Zniszczony został także kombajn oraz inne maszyny rolnicze znajdujące się w środku budynku. Częściowo spłonęło również składowane w stodole siano i słoma.
Dzięki pomocy jednego z sąsiadów siano i słomę wywożono ładowarką na pobliskie pole, gdzie strażacy mogli je bezpiecznie dogasić i przelać wodą.
Prawdopodobna przyczyna pożaru
Ze wstępnych ustaleń wynika, że ogień pojawił się podczas prac prowadzonych na dachu. Podczas układania papy używany był palnik gazowy, który najprawdopodobniej doprowadził do zaprószenia ognia.
Akcja gaśnicza trwała do późnych godzin nocnych. Jednak to nie był koniec działań.
Strażacy wrócili na miejsce następnego dnia
13 marca około godziny 7:10 ponownie pojawiły się zarzewia ognia w sianie znajdującym się na miejscu pożaru. W związku z tym strażacy musieli ponownie interweniować i kontynuować działania dogaszające.
dziennikzachodni.pl