
Rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie mogą wpłynąć na politykę finansową wielu państw. Jak prognozuje Bloomberg, banki centralne – zamiast dalej gromadzić złoto – mogą zostać zmuszone do jego sprzedaży, aby złagodzić skutki gospodarcze konfliktu.
Jeszcze niedawno trend był odwrotny. Po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku wiele państw zaczęło zwiększać rezerwy złota. Była to reakcja na zamrożenie rosyjskich aktywów i chęć uniezależnienia się od walut takich jak dolar czy euro. Złoto stało się wtedy symbolem bezpieczeństwa finansowego.
W ostatnim czasie jego cena dynamicznie rosła, przekraczając nawet poziom 5000 dolarów za uncję. Obecnie notowania są niższe, ale nadal wysokie. Eksperci zwracają jednak uwagę, że sytuacja może się odwrócić, jeśli banki centralne zaczną masowo sprzedawać kruszec.
Szczególnie narażone na taki scenariusz są kraje uzależnione od importu energii, jak Turcja, Japonia czy Indie. Wzrost cen ropy i gazu oznacza dla nich konieczność zdobycia większej ilości dolarów na zakup surowców. Jednym ze sposobów może być właśnie sprzedaż zgromadzonych rezerw złota.
Przykład daje już Bank Centralny Republiki Turcji, który zdecydował się na wyprzedaż części swoich zasobów. W ostatnim czasie instytucja ta sprzedała około 60 ton złota o wartości blisko 8 miliardów dolarów, aby wesprzeć lirę i ograniczyć presję walutową.
Analitycy ostrzegają, że jeśli podobną strategię przyjmą inne kraje, może to doprowadzić do wyraźnego spadku cen złota. Już teraz od początku napięć na Bliskim Wschodzie wartość kruszcu spadła o kilkanaście procent.
Część inwestorów liczy jednak, że popyt utrzyma Ludowy Bank Chin, który od dłuższego czasu zwiększa swoje rezerwy, chcąc ograniczyć zależność od dolara. Mimo to eksperci podkreślają, że w obliczu rosnących kosztów energii i presji na budżety państw, sprzedaż złota może stać się dla wielu krajów koniecznością.
interia.pl