
Setki osób od ponad 30 godzin czekają w Szwecji na powrót do Polski. Awaria promu Stena Spirit sparaliżowała ruch na jednej z ważniejszych tras bałtyckich. Choć przewoźnik deklaruje wsparcie dla podróżnych, relacje pasażerów wskazują na chaos organizacyjny i długie oczekiwanie w trudnych warunkach.
Problemy podczas cumowania
Do zdarzenia doszło 25 marca w porcie w Karlskronie. W trakcie manewru cumowania zerwała się jedna z lin, a silny wiatr dodatkowo utrudnił utrzymanie jednostki przy nabrzeżu. W efekcie konieczna była pomoc holownika.
Na pokładzie znajdowało się niemal 500 pasażerów. Prom został unieruchomiony w porcie, blokując miejsce dla innych jednostek i powodując poważne zakłócenia w ruchu.
Odwołano rejs wieczorny tej jednostki, a także wpłynęło to na kursy innych promów, m.in. Stena Estelle i Stena Ebba. Do piątkowego poranka statek nadal pozostawał w porcie, oczekując na zakończenie kontroli technicznych oraz zgodę na wypłynięcie.
Długie godziny bez podstawowej pomocy
Najbardziej dotkliwe skutki odczuli pasażerowie, którzy przez wiele godzin przebywali w terminalu bez dostępu do podstawowych udogodnień i rzetelnych informacji.
Jedna z podróżnych relacjonuje, że od popołudnia aż do wczesnych godzin porannych czekano w terminalu bez jedzenia i wody. Dopiero po interwencjach pojawiły się napoje i drobne przekąski. Jasnych komunikatów jednak brakowało.
Dopiero nad ranem pasażerowie zostali wpuszczeni na pokład, a kabiny przydzielono im kilka godzin później.
Alternatywy i improwizacja
Dopiero kolejnego dnia przewoźnik zaproponował konkretne rozwiązania: możliwość samodzielnego powrotu, przejazd do innych portów lub dalsze oczekiwanie w Karlskronie. Część osób zdecydowała się na podróż do Trelleborgu lub Ystad, skąd można było wrócić promem do Polski, m.in. do Świnoujścia.
Nie wszyscy mieli jednak zapewnione komfortowe warunki – część pasażerów, w tym rodziny z dziećmi, nocowała na materacach w pomieszczeniach wspólnych.
Niektórzy podróżni rozważają dochodzenie swoich praw, w tym pozew zbiorowy.
Stanowisko przewoźnika
Firma Stena Line podkreśla, że sytuacja była niezależna od niej, a priorytetem pozostaje bezpieczeństwo. Przewoźnik zapewnia, że podejmowano działania na bieżąco – organizowano noclegi, transport i alternatywne połączenia.
Jednocześnie przyznano, że przekazywanie informacji było utrudnione ze względu na dynamiczny rozwój sytuacji.
Na ten moment nie wiadomo, kiedy ruch na tej trasie wróci do normy. Prom nadal czeka na zgodę władz portowych na opuszczenie portu w Karlskronie.
dziennikbaltycki.pl