
Henryk Kukuła na okazaniu 2 sierpnia 1990 roku.
Po morderstwie 5-letniej Kariny, Henryk Kukuła trafił do ośrodka wychowawczego w Krupskim Młynie. Sąd potraktował 14-letniego zabójcę dość łagodnie – to nie był zakład o podwyższonym rygorze. Wręcz przeciwnie – panowały w nim dość łagodne reguły. Przypominał zatem raczej trochę bardziej „pilnowany” obóz dla tzw. trudnej młodzieży, jakby zapominając, że przynajmniej jej część to sprawcy poważnych przestępstw. Pensjonariusze ośrodka w Krupskim Młynie resocjalizowali się przez pracę i naukę. Każdy z nich miał swe obowiązki a poza tym tak jak dzieci „na wolności” chodził do szkoły. Półotwarty charakter ośrodka oznaczał także, że nikt nie notował wejść i wyjść mieszkańców. Obecność sprawdzano dwa razy dziennie – rano i wieczorem…
Wydawało się, że Henryk dobrze odnalazł się w realiach poprawczaka. Nie unikał obowiązków, uczył się a przynajmniej próbował to robić. Jego życie towarzyskie wyglądało jednak podobnie jak na wolności – nie odnajdywał się w kontaktach z rówieśnikami, „zadając się” głównie z młodszymi od siebie dziećmi. Jego „najlepszym kumplem” był 9-letni Radek, syn jednego z wychowawców. Henryk miał wówczas już prawie 18 lat…
10 stycznia 1984 roku był mroźny, ale słoneczny, wręcz zachęcając do aktywności na zewnątrz. Większość mieszkańców ośrodka skorzystała z tej możliwości, w tej grupie byli również Heniek i Radek. Zniknięcie 9-latka zostało dostrzeżone stosunkowo szybko – jeszcze przed kolacją, gdy jego ojciec-wychowawca nigdzie nie mógł chłopca odnaleźć. Poszukiwania ruszyły natychmiast i już kilkadziesiąt minut później, w pobliskim lesie dokonano przerażającego i makabrycznego odkrycia. Radek nie żył, jego zwłoki były straszliwie zmasakrowane, po sekcji okazało się, że morderca dokonał gwałtu na zwłokach… Henryk z miejsca stał się głównym podejrzanym. Przyjaźnił się z chłopcem, kilkoro innych nastolatków widziało ich, gdy razem zmierzali w kierunku lasu. Nie zapominajmy też, że nie był to „debiut” Henryka, wszak osadzono go w Krupskim Młynie, za bardzo podobną zbrodnię.
Tak jak za pierwszym razem, Henryk nie ukrywał prawdy. O jeżących włos na głowie dorosłych wydarzeniach opowiadał dość chętnie i bez nadmiernych emocji. Śledczych najbardziej zmroził fakt, że po brutalnym morderstwie i gwałcie na zwłokach Radka, jakby niczym niewzruszony, Heniek wrócił do ośrodka i zajął się… obieraniem ziemniaków. „Brak głębszego przeżywania winy i wstydu jest przejawem niewykształcenia osobowości wyższej” – to cytat z raportu psychiatrów, którzy badali Henryka wiele lat później…
Niemal 18-letni Kukuła, za morderstwo swego 9-letniego przyjaciela, został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Tym razem nie było taryfy ulgowej – Henryka osadzono w Rawiczu – więzieniu o specjalnym, podwyższonym rygorze. Tam Kukuła już od pierwszego dnia przeżywał prawdziwy horror. Nastoletni morderca-pedofil był „najniższą formą życia” w oczach współosadzonych. Bity niemal codziennie i równie często gwałcony, Kukuła podczas posiłków siedział osobno, nikt nie podawał mu ręki, nikt z nim nie rozmawiał. „Koledzy spod celi” uważali go za godnego największej pogardy – pokrętny, więzienny kodeks nie przewidywał żadnej litości dla mordercy-pedofila. Co innego, gdyby Henryk zabił na przykład milicjanta…
Kukuła nie odsiedział całego wyroku. W 1989 jego wyrok skrócono do 10 lat, a kilka miesięcy później objęła go amnestia. W założeniu chodziło o sprawiedliwość dla więźniów politycznych, Kukuła skorzystał „przy okazji”. Więzienne mury opuścił w kwietniu, a już w lipcu zamordował dwóch chłopców…
CDN.
Mariusz Kozak