
Henryk Kukuła na okazaniu 2 sierpnia 1990 roku.
Henryk Kukuła wyszedł na wolność w kwietniu 1990 roku. Objęła go amnestia, która miała naprawić błędy socjalistycznego „systemu sprawiedliwości”. Tyle, że po 10-letniej odsiadce ostatnim co można by o nim powiedzieć to „zresocjalizowany”. Kukułę nadal męczyły problemy psychiczne a gwałty, poniżanie i przemoc jakich doświadczył w więzieniu, tylko pogłębiły jego traumy.
28 lipca 1990 roku był gorący i słoneczny. Ludzie oczekujący na autobus na jednym z przystanków w Rudzie Śląskiej szukali cienia pod dachem wiaty. Nikt nie zwrócił uwagi na dwóch chłopców w towarzystwie „dziwnie zachowującego się” dorosłego. 5-letni Radek i dwa lata starszy Robert bawili się na podwórku, gdy podszedł do nich „dziwny pan” i spytał czy może dołączyć do zabawy… Następnego dnia szukająca ustronnego miejsca w celach fizjologicznych kobieta, dokonała szokującego odkrycia w pobliskim lesie. Zwłoki chłopców w poszarpanych ubraniach leżały w krzakach, niezbyt starannie ukryte. Sekcja wykazała, że jeden z nich został uduszony paskiem, drugiego morderca zadławił na śmierć, wpychając mu… pięść w gardło. Obie ofiary zostały też po śmierci zgwałcone. Wtedy „obudzili się” świadkowie sytuacji z dnia poprzedniego. Kilkanaście osób dokładnie opisało „dziwnego gościa, który zachowywał się jak głupi”, przebywającego w towarzystwie dwóch zamordowanych chłopców. Odnalezienie sprawcy nie przysporzyło śledczym zbyt wiele kłopotu. Zatrzymany Kukuła nawet nie próbował wypierać się swych brutalnych czynów.
„Po co o tym mówić, stało się, z głupoty się stało. Coś mi strzeliło do głowy. Jak gwałt był, to oni już nie żyli. W szoku byłem… najpierw wesoło było, rozmawialiśmy, wygłupy takie różne były, oni śmiali się. Potem siusiali i wtedy na mnie to przyszło. Jak wróciłem do domu, wcale o nich nie myślałem. Stało się i już. Nigdy wszyscy nie są zadowoleni” – perorował bełkotliwie Kukuła w rozmowie z więziennym terapeutą. Podczas psychologicznej ewaluacji okazało się, że „fiksacja” mordercy na męskich genitaliach, zdecydowanie wykracza poza wszelkie normy. Zanim zamordował i zgwałcił dwóch chłopców, na tym samym przystanku próbował zaatakować przechodnia, który załatwiał się za wiatą. Kukuła „uruchomił się” na widok obnażonego członka sikającego mężczyzny.
Homoseksualne fobie nie mogły być dla sądu okolicznością łagodzącą, a w oczach postronnych obserwatorów absolutnie nic nie mogło tłumaczyć tak ohydnej, podwójnej zbrodni. Mimo, że wizja lokalna odbyła się “po cichu”, tylko zwiększona eskorta mundurowych uchroniła Kukułę przed linczem. Wściekły tłum chciał ukarać mordercę, niemal w tym samym miejscu, w którym popełnił swe straszne i okrutne uczynki…
Henryk Kukuła usłyszał wyrok 25 lat więzienia. Do tego „doliczono” mu 3 lata i 9 miesięcy z wyroku, którego do końca nie odsiedział. Potem doszedł jeszcze kolejny rok, gdy już w więzieniu Kukuła zaatakował strażnika. O „monstrum z Chorzowa” znów zrobiło się głośno w 2019 roku – Kukule kończył się wyrok. „Jeśli wyjdzie na wolność, będzie zabijał dalej” – alarmował Roman Hula, policjant pracujący przy pierwszym morderstwie. „Nie przypuszczam, żeby leczenie więzienne wystarczyło w przypadku tak niebezpiecznej jednostki” – wtórował mu Zbigniew Krzyszowski, psychiatra, który na początku lat 90-tych badał Kukułę. Ostatecznie Henryk Kukuła nie wyszedł na wolność. W 2020 roku Sąd Okręgowy w Rzeszowie zdecydował, że powinien być nadal izolowany, bo wciąż stwarza zagrożenie. Do końca swych dni Henryk Kukuła pozostanie w izolacji w ośrodku w Gostyninie – miejscu odosobnienia dla groźnych przestępców, których nigdy nie uda się zresocjalizować…
Mariusz Kozak