
Zdjęcie ilustracyjne.
Lewica wraca do pomysłu gruntownej reformy finansowania ochrony zdrowia. Zamiast obecnej składki zdrowotnej miałby pojawić się podatek zdrowotny, który — według autorów projektu — zapewniłby nawet 2 biliony złotych dodatkowych środków na leczenie w ciągu dekady. Zwolennicy reformy przekonują, że nowe rozwiązanie odciąży większość obywateli i zwiększy udział dużych firm w utrzymaniu systemu. Eksperci jednak ostrzegają przed poważnymi ryzykami gospodarczymi i prawnymi.
W maju do propozycji reformy ponownie odniósł się były wiceminister zdrowia i senator Wojciech Konieczny. Jak zapowiedział, Lewica pracuje nad ustawą zakładającą likwidację składki zdrowotnej i zastąpienie jej podatkiem zdrowotnym.
Nowa danina miałaby wynosić 12 proc. podstawy opodatkowania PIT i CIT. Jednocześnie przewidziano kwotę wolną od podatku na poziomie 30 tys. zł rocznie dla wszystkich podatników, także przedsiębiorców.
Zdaniem autorów reformy takie rozwiązanie oznaczałoby niższe obciążenia zdrowotne dla około 90 proc. obywateli. Najważniejszą zmianą byłoby jednak objęcie finansowaniem ochrony zdrowia również dużych firm, które dziś — według Lewicy — nie uczestniczą w nim proporcjonalnie do osiąganych zysków.
Firmy zapłacą więcej
Projekt zakłada, że przedsiębiorstwa zostałyby objęte 12-procentowym podatkiem zdrowotnym, ale mogłyby odliczyć część tej kwoty w ramach tzw. tarczy podatkowej. W praktyce oznaczałoby to wzrost efektywnego obciążenia firm o około 5 proc. CIT.
W efekcie większa część kosztów utrzymania systemu ochrony zdrowia zostałaby przeniesiona na sektor przedsiębiorstw, a mniejsza na osoby fizyczne.
Zwolennicy reformy przekonują, że obecny model finansowania NFZ jest niewydolny i niesprawiedliwy. Według nich składka zdrowotna nie zapewnia stabilnych wpływów do systemu, a powstające braki muszą być regularnie pokrywane z budżetu państwa.
Anna-Maria Żukowska przekonywała w kwietniu, że bez zmian luka finansowa NFZ może do 2027 roku sięgnąć nawet 158 mld zł. Jej zdaniem nowy podatek zdrowotny mógłby zapewnić nawet 2 biliony złotych dodatkowych środków na leczenie w ciągu 10 lat.
Eksperci: pomysł wymaga dopracowania
Do propozycji sceptycznie podchodzą jednak eksperci rynku zdrowia i podatków.
Kacper Olejniczak, dyrektor Departamentu Ochrony Zdrowia i Sektora Life Sciences w Konfederacji Lewiatan, podkreśla, że obecnie oceniane są jedynie publiczne założenia reformy, ponieważ projekt ustawy nie został jeszcze opublikowany.
Jego zdaniem system ochrony zdrowia rzeczywiście wymaga stabilnego zwiększenia finansowania, jednak propozycja Lewicy rodzi poważne ryzyka. Chodzi przede wszystkim o dodatkowe obciążenie firm bez pełnej analizy skutków dla inwestycji, rynku pracy i konkurencyjności gospodarki.
Ekspert zwraca również uwagę na ryzyko odejścia od składki zdrowotnej jako bezpośredniego źródła finansowania NFZ. Jeśli wpływy z nowego podatku nie zostałyby ustawowo zagwarantowane dla ochrony zdrowia, mogłyby stać się elementem corocznych decyzji budżetowych, co utrudniłoby długoterminowe planowanie wydatków.
Kto zyska, a kto straci?
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy firmy inFakt, ocenia, że reforma oznaczałaby zmianę fundamentów finansowania ochrony zdrowia, a nie jedynie korektę obecnego systemu.
Według niego większość pracowników etatowych rzeczywiście mogłaby zapłacić mniej, ale skala korzyści byłaby znacznie mniejsza, niż sugerują autorzy projektu.
Najwięcej zyskaliby pracownicy otrzymujący wynagrodzenie zbliżone do płacy minimalnej — ich roczne oszczędności mogłyby wynieść około 2–2,7 tys. zł. Przy średnim wynagrodzeniu korzyść byłaby już niewielka i wynosiłaby około kilkudziesięciu złotych miesięcznie.
Problem pojawiłby się natomiast przy wyższych dochodach. Osoby zarabiające 15 tys. zł brutto miesięcznie mogłyby zapłacić około 1,1 tys. zł więcej rocznie, a przy dochodach rzędu 20 tys. zł brutto dodatkowe obciążenie mogłoby przekroczyć 4 tys. zł rocznie.
Trzy największe zagrożenia reformy
Zdaniem Juszczyka projekt ma trzy kluczowe słabości.
Pierwszą jest ryzyko podwójnego opodatkowania firm — przedsiębiorstwa płaciłyby zarówno CIT, jak i dodatkowy podatek zdrowotny od tej samej podstawy.
Drugim problemem może być wzrost skali optymalizacji podatkowej i przenoszenia zysków za granicę. Im wyższe obciążenia, tym większa motywacja do ograniczania wykazywanych dochodów, co może sprawić, że realne wpływy do systemu okażą się znacznie niższe od prognoz.
Trzecia kwestia dotyczy samej konstrukcji nowej daniny. Ekspert zwraca uwagę, że mimo nazwy „podatek zdrowotny” mechanizm przypomina raczej drugą składkę zdrowotną, ponieważ środki trafiałyby bezpośrednio do NFZ.
Lewica proponuje także podatek tłuszczowy i zmiany w akcyzie
Projekt Lewicy opiera się na trzech filarach. Oprócz podatku zdrowotnego ugrupowanie proponuje również wprowadzenie tzw. podatku tłuszczowego, którego wpływy miałyby trafiać bezpośrednio do NFZ.
Trzecim elementem reformy byłaby zmiana zasad podziału wpływów z akcyzy na alkohol — 80 proc. środków zasilałoby system ochrony zdrowia, a pozostałe 20 proc. budżet państwa.
stronazdrowia.pl