
W wyrobiskach kopalni Pniówek, gdzie 20 kwietnia doszło do katastrofy tysiąc metrów pod ziemią, wciąż trwa pożar, a schładzanie tego rejonu postępuje bardzo powoli. Nadal niemożliwe jest przeprowadzenie tam wizji lokalnej, kluczowej dla wyjaśnienia przyczyn wypadku – wynika z informacji nadzoru górniczego.
We wtorek na kolejnym posiedzeniu w Katowicach spotkała się specjalna komisja, wyjaśniająca przyczyny i okoliczności tragedii. W wyniku serii wybuchów metanu życie w kopalni Pniówek straciło 16 górników i ratowników górniczych; siedmiu z nich zostało za tamami, które odgrodziły rejon katastrofy od pozostałych wyrobisk.
Jak poinformował po wtorkowym posiedzeniu komisji jej przewodniczący, wiceprezes Wyższego Urzędu Górniczego Krzysztof Król, obecnie otamowany rejon katastrofy schładzany jest zatłaczanym tam azotem oraz wodą; monitorowane na bieżąco wskaźniki wskazują jednak, że nadal trwa tam pożar, wysokie jest też stężenie metanu.
Wszystko wskazuje na to, że co najmniej do końca lata nie uda się otworzyć otamowanego rejonu, by przeprowadzić tam wizję lokalną. Termin kolejnego posiedzenia komisji wyznaczono wstępnie na 20 września, z opcją przyspieszenia, gdyby zmieniła się sytuacja w miejscu katastrofy. “Byłbym pozytywnie zaskoczony, gdyby udało się wejść w ten rejon przed 20 września” – przyznał wiceprezes Król. (pap)