
Morskie Oko.
Elektryczne busy do Morskiego Oka najwcześniej pojawią się na trasie podczas majówki. Na razie ich uruchomienie jest niemożliwe – szlak pozostaje zamknięty z powodu zagrożenia lawinowego. Nadal też nie wiadomo, kto będzie odpowiadał za obsługę pojazdów, mimo wcześniejszych ustaleń.
W 2025 roku podpisano porozumienie zakładające model mieszany: konie miały dowozić turystów z Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza, a dalej trasę obsługiwać elektryczne busy. Operatorem mieli zostać lokalni przewoźnicy zrzeszeni w specjalnej spółce. Dziś jednak ten scenariusz stoi pod znakiem zapytania.
Tatrzański Park Narodowy ogłosił otwarty przetarg na obsługę czterech pojazdów. Oznacza to, że usługę może przejąć dowolna firma spełniająca wymagania, a niekoniecznie dotychczasowi fiakrzy. Rozstrzygnięcie ma nastąpić na początku kwietnia, a park deklaruje, że chce uruchomić transport na długi weekend majowy.
Na razie jednak sytuację blokują warunki w górach. Obowiązuje wysoki stopień zagrożenia lawinowego, a droga do Morskiego Oka przecina niebezpieczne żleby. To wyklucza jakikolwiek transport – zarówno pieszy, jak i mechaniczny.
Problemy dotyczą też samych pojazdów. Zimą elektryczne busy nie były wykorzystywane, ponieważ – jak przyznają kierowcy – nie radzą sobie na oblodzonej nawierzchni. Przez kilka miesięcy stały nieużywane, co wzbudziło dodatkowe kontrowersje.
Najwięcej emocji budzi jednak przyszłość przewozów konnych. Fiakrzy obawiają się, że rozwój transportu elektrycznego – zwłaszcza plan zakupu kolejnych pojazdów – może doprowadzić do likwidacji ich działalności.
Wśród spornych kwestii są m.in. brak gwarancji roli dla lokalnych przewoźników, niejasne zasady funkcjonowania punktu przesiadkowego oraz brak decyzji dotyczącej wspólnego biletu na oba środki transportu.
Sprawa wpisuje się w szerszy konflikt wokół transportu do Morskiego Oka. Organizacje prozwierzęce od lat domagają się ograniczenia pracy koni, natomiast fiakrzy podkreślają, że ich działalność jest zgodna z przepisami i podlega regularnym kontrolom weterynaryjnym.
Na razie przyszłość przewozów – zarówno elektrycznych, jak i konnych – pozostaje niepewna. Wszystko zależy od wyniku przetargu i decyzji TPN w najbliższych tygodniach.
gazetakrakowska.pl