
Mężczyzna odpowiedzialny za głośną strzelaninę w zakładzie Gillette w Łódzi został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Decyzję w tej sprawie podjął 3 kwietnia Sąd Rejonowy Łódź – Śródmieście. 42-latek najbliższe tygodnie spędzi w areszcie, a święta wielkanocne – za kratami.
Podczas przesłuchania usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, za który grozi nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności. Prokuratura postawiła mu również zarzuty kierowania gróźb karalnych oraz posiadania narkotyków. Mężczyzna nie przyznał się do najpoważniejszego z zarzutów. Twierdzi, że nie chciał nikogo skrzywdzić, a jego zamiarem było odebranie sobie życia – jak tłumaczył, powodem miała być śmierć psa.
Śledczy podchodzą do tych wyjaśnień z dużym dystansem. Zwracają uwagę, że 42-latek oddał co najmniej dwa strzały w kierunku swojego byłego przełożonego, a następnie ruszył za nim, gdy ten próbował uciec. Według prokuratury nic nie wskazywało na to, by mężczyzna faktycznie zamierzał popełnić samobójstwo.
W trakcie przeszukań policjanci zabezpieczyli broń, z której padły strzały – rewolwer czarnoprochowy, na który nie jest wymagane pozwolenie. Oprócz tego znaleziono m.in. noże, gaz pieprzowy, prowizoryczne kajdanki, marihuanę oraz amunicję.
Do zdarzenia doszło 1 kwietnia rano na terenie zakładu przy ul. Nowy Józefów. Uzbrojony mężczyzna, były pracownik firmy, wtargnął na teren fabryki i skierował się do swojego dawnego przełożonego. Mimo oddanych strzałów nikt nie odniósł obrażeń.
Na miejscu szybko pojawiły się liczne siły policji, w tym oddziały antyterrorystyczne. Napastnik zabarykadował się w jednym z pomieszczeń, co doprowadziło do wielogodzinnych negocjacji. Ostatecznie, po kilku godzinach rozmów, został obezwładniony i zatrzymany.
dzienniklodzki.pl