
Żuławy podejmują różne środki, w tym odstrzał bobrów oraz budowa specjalnych instalacji, aby zminimalizować szkody, jakie te zwierzęta powodują w infrastrukturze przeciwpowodziowej. Główne problemy to niszczenie upraw rolnych, ich rosnąca liczba w tym regionie, brak naturalnych wrogów, oraz osłabianie wałów przeciwpowodziowych. Szczególnie niepokojące jest osłabianie wałów, ponieważ w regionie zależnym od systemu melioracyjnego i ochrony przed powodzią, ich uszkodzenie mogłoby prowadzić do poważnych zalewów na dużym obszarze.
– Bobry stanowią bezpośrednie zagrożenie dla kluczowej infrastruktury Żuław. Kopiąc dziury w wałach, osłabiają konstrukcję hydrotechniczną i przyspieszają erozję. Konsekwencje ich obecności w tym regionie są ogromne, szczególnie w porównaniu do innych miejsc, gdzie ekosystem jest bardziej naturalny – mówi dr hab. Adrian Zwolicki, biolog z Uniwersytetu Gdańskiego.
– Bóbr w Żuławach stanowi poważne zagrożenie. Region potrzebuje podejścia dostosowanego do specyficznych warunków tego terenu. Chcemy, aby mieszkańcy byli bezpieczni, a rolnicy mogli swobodnie uprawiać ziemię. Potrzebujemy odpowiedniego finansowania ochrony przeciwpowodziowej, ponieważ brak środków jest głównym problemem – mówi Barbara Ogrodowska, starosta powiatu nowodworskiego, wspierana przez innych samorządowców z regionu.
– Styczniowe wezbrania pokazały, jak realne jest zagrożenie ze strony bobrów w Żuławach. Wały zostały osłabione – podkreśla Robert Zieliński, wójt gminy Sztutowo.
Bóbr jest gatunkiem objętym ochroną w Polsce, a jeszcze na początku XXI wieku nie był obecny w Żuławach. Jego populacja jednak zaczęła rosnąć, a według raportu Adriana Zwolickiego, w 2013 roku w tym regionie zarejestrowano 588 osobników, a na jeziorze Druzno – 115. Wówczas bobry uszkodziły około 6% wałów przeciwpowodziowych w Żuławach.
Raport NIK dotyczący ochrony przeciwpowodziowej w regionie wskazuje, że w latach 2018-2023 na naprawy infrastruktury przeznaczone zostały środki w wysokości 9 mln zł. Usuwanie nor bobrów i zabezpieczanie wałów specjalnymi barierami (metalowymi lub z tworzywa sztucznego) stało się koniecznością.
Żuławscy samorządowcy apelują o usunięcie bobrów z regionu lub radykalne ograniczenie ich populacji, a jednym z proponowanych rozwiązań jest odstrzał. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zgodziła się na odstrzał do 660 sztuk rocznie w latach 2023-2025 oraz umożliwiła płoszenie i niepokojenie bobrów.
Jednak ekolodzy uważają, że odstrzał jest nieskutecznym rozwiązaniem, ponieważ nawet całkowite usunięcie bobrów z regionu nie gwarantuje, że nie wrócą.
– W mojej opinii warto podchodzić do zagrożenia stopniowo. Nie każda nora bobra prowadzi do krytycznego uszkodzenia wałów. Należy analizować, w jakich miejscach i w jakiej skali redukować populację – mówi Adrian Zwolicki.
– Redukcja populacji przez doraźne polowanie nie ma sensu, czego dowiedli np. Amerykanie. Odławianie i przesiedlanie bobrów również się nie sprawdza, ponieważ nie ma wystarczającej liczby odpowiednich terenów, a to prowadzi do nowych konfliktów – mówi Wojciech Misiukiewicz, przyrodnik i leśnik.
Zwolicki zaznacza, że potrzebna jest dokładna ocena skutków metod redukcji. – Zabijanie bobrów powinno być uzupełniane o inne metody, takie jak zabezpieczenie brzegów czy ograniczenie bazy pokarmowej tych zwierząt – dodaje.
– Susze i konflikty związane z obecnością bobrów nadal występują, a mieszkańcy i rolnicy wciąż ponoszą straty. Zabijanie bobrów jest bezcelowe – podkreśla Roman Głodowski, ekolog i prezes Stowarzyszenia Nasz Bóbr.
dziennikbaltycki.pl