
W Krakowie sprawa ewentualnego referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego przybiera coraz bardziej realny wymiar. W ciągu zaledwie 35 dni inicjatorzy akcji referendalnej zebrali 101 947 podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie głosowania. Akcja wciąż trwa, a organizatorzy planują zwiększyć pulę podpisów do co najmniej 120 tys., które mają zostać złożone w Państwowej Komisji Wyborczej do 30 marca.
Dla referendum kluczowe jest spełnienie wymogu zebrania podpisów co najmniej 10 procent uprawnionych do głosowania w Krakowie, czyli w praktyce 58 355 osób. Nadwyżka podpisów ma znaczenie nie tylko wizerunkowe – PKW weryfikuje ich ważność, uwzględniając m.in. poprawność adresów, numerów PESEL czy fakt zamieszkiwania w mieście. Przykład sprzed 10 lat pokazuje, że sprawy nie można lekceważyć – Łukasz Gibała zebrał wówczas 80 tys. podpisów pod odwołaniem prezydenta Jacka Majchrowskiego, jednak PKW unieważniła prawie połowę z nich, przez co referendum nie doszło do skutku.
W przypadku obecnego wniosku, aby referendum było ważne, w głosowaniu musi wziąć udział minimum 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborze prezydenta, czyli około 158 555 mieszkańców. Zgodnie z przepisami referendum przeprowadza się w dzień wolny od pracy, najpóźniej w 50 dni od ogłoszenia decyzji komisarza wyborczego, co oznacza, że głosowanie mogłoby odbyć się jeszcze przed wakacjami.
Dodatkowym czynnikiem, który może wzmocnić przeciwników prezydenta, jest nadchodząca w Krakowie konwencja PiS. W hali Sokoła prezes partii Jarosław Kaczyński przedstawi swojego kandydata na premiera. Wydarzenie, będące symbolicznym rozpoczęciem kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku, prawdopodobnie skieruje uwagę opinii publicznej także na sprawę referendum i sytuację prezydenta Miszalskiego.
Sytuacja stawia obecnego prezydenta Krakowa w trudnym położeniu – liczba zebranych podpisów, tempo działań inicjatorów i rosnące zainteresowanie polityczne sprawiają, że temat referendum staje się coraz bardziej nieunikniony.
gazetakrakowska.pl