
W okolicach Zalew Mietkowski doszło do niecodziennej interwencji policji. Aż 83 mężczyzn zebrało się w lesie, z dala od głównych dróg, by wziąć udział w zaplanowanej bójce pseudokibiców. Przyjechali na miejsce 18 samochodami i – jak ustalili śledczy – mieli jeden cel: brutalne starcie z przeciwną grupą.
Choć zdarzenie miało miejsce kilka dni wcześniej, sprawa została ujawniona dopiero 20 marca.
Przypadek, który pokrzyżował plany
Do konfrontacji jednak nie doszło — wszystko przez przypadkowe odkrycie. Funkcjonariusz kryminalny, który prywatnie wybrał się na przejażdżkę rowerową, zauważył podejrzane zgromadzenie. Szybko zorientował się, że sytuacja odbiega od „zwykłego spotkania” i natychmiast poinformował innych policjantów.
W krótkim czasie na miejsce wjechały radiowozy, całkowicie zaskakując zebranych.
Sprzęt mówił wszystko
Na miejscu funkcjonariusze zastali mężczyzn przygotowanych do walki. Mieli na sobie sportowe ubrania, a także owijki na rękach, rękawice, ochraniacze na szczęki i kominiarki. Część osób zdążyła uciec, jednak wielu uczestników zostało zatrzymanych do kontroli.
Jak przekazał asp. Paweł Noga z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, była to zaplanowana konfrontacja dwóch grup pseudokibiców. Druga grupa miała dotrzeć na miejsce kilkanaście minut później, a łącznie w bójce mogło uczestniczyć nawet 200 osób.
Kuriozalne tłumaczenia
Zaskoczeni interwencją mężczyźni próbowali wyjaśnić swoją obecność w dość niecodzienny sposób. Jeden twierdził, że przyszedł na ryby, inny mówił o morsowaniu, a jeszcze ktoś przekonywał, że wybrał się na grzyby. Problem w tym, że był środek marca — a nikt nie miał przy sobie nawet koszyka.
Szybka reakcja zapobiegła starciu
Dzięki błyskawicznej reakcji policji nie doszło do żadnych starć. Obie grupy zostały objęte działaniami prewencyjnymi, a potencjalnie niebezpieczna sytuacja została opanowana jeszcze przed pierwszym ciosem.
fakt.pl