
22 kwietnia 1991 roku cała Polska odetchnęła z ulgą. Tego dnia policja zatrzymała “Ręcznikowego Dusiciela” – jednego z najbardziej odrażających i zdemoralizowanych morderców w najnowszej historii Polski. I choć w naszym cyklu opisywaliśmy już ohydne i bestialskie zbrodnie, ta opowieść będzie szczególnie bolesna i przejmująca – ofiarami tego okrutnego zwyrodnialca i bezwzględnego gwałciciela były bowiem niewinne i bezbronne dzieci…
Niewiele wiadomo o przeszłości Tadeusza Kwaśniaka. Mężczyzna urodził się 24 stycznia 1951 r. w dolnośląskiej miejscowości Lądek-Zdrój. Jak sam twierdził podczas późniejszych przesłuchań, nie miał łatwego i szczęśliwego dzieciństwa. Ojciec nie okazywał mu miłości – wręcz przeciwnie – każdego dnia wyżywał się na nim psychicznie i fizycznie. Tadeusz często kłócił się także z rówieśnikami w szkole, nie potrafił dopasować się do grupy, był konfliktowy. Postępy w nauce też miał mizerne – kłopoty z koncentracją, brak “wewnętrznej dyscypliny” i ewidentne zaniedbania w wychowaniu chłopca spowodowały, że z klasy do klasy był “przepychany” na siłę. Jego ataki agresji dawały bowiem “w kość” nie tylko uczniom, bali się go nawet niektórzy nauczyciele. Psychologowie, którzy badali sprawę Tadeusza Kwaśniaka, uznają, że przyczyn brutalnych zachowań mordercy należy szukać właśnie w jego dzieciństwie.
Zaburzenia psychiczne i nieszczęśliwe dzieciństwo doprowadziły do tego, że Kwaśniak szybko wpakował się w poważne tarapaty. Przez blisko 12 lat jego stałym adresem było więzienie w podpoznańskich Wronkach. Tam również nie był lubiany czy choćby akceptowany. Choć więzienny system wartości jest dość specyficzny by nie rzec pokrętny, dla pedofili nie ma litości. A własnie dlatego Tadeusz trafił pod celę – molestował i napastował kilkanaście dziewczynek! Tak zwane czyny lubieżne wobec nieletnich są tak samo surowo traktowane przez wymiar sprawiedliwości jak równiez przez współwięźniów. Łatwo sie domyslić, że Kwaśniak nie miał we Wronkach łatwego życia. I choć brak oficjalnych zgłoszeń zapewne nie raz został pobity a zapewne też i zgwałcony. Do takiego wniosku może skłaniac fakt, że część wyroku spędził w jednoosobowej celi, odizolowany od reszty “kolegów”.
Czy odsiadka czegoś go nauczyła? Ewidentnie nie, gdy tylko znalazł się na wolności od razu wrócił do działalności kryminalnej. Na początku “tylko” kradł, pierwszą próbę morderstwa podjął 20 kwietnia 1990 roku w Bytomiu…
Jego celem stał się wówczas 10-letni Marcinek, którego Tadeusz zaczepił pod blokiem. Wyjaśnił chłopcu, że jest kolegą jego taty i musi wziąć z mieszkania kopertę – rzekomo zostawił mu ją ojciec chłopca. Gdy Kwaśniakowi udało się wejść do mieszkania, niemal od razu zaczął dusić chłopca ręcznikiem, który znalazł w kuchni. Chłopiec podczas szarpaniny z napastnikiem kilka razy stracił przytomność, jednak udało mu się przeżyć. Mimo tak strasznych okoliczności 10-latek zachował zimną krew i udawał martwego do momentu, aż Tadeusz wyszedł z mieszkania. Wówczas błyskawicznie powiadomił rodziców o całym zajściu, ci natychmiast wezwali policję. Opuszczając mieszkanie, Kwaśniak zabrał ze sobą pieniądze, odzież, kilka kosmetyków, słodycze, ręczniki i biżuterię.
Odważny Marcinek dokładnie opisał napastnika, a policjanci założyli, że jest nim były więzień, który niedawno wyszedł z zakładu karnego. Miał na to wskazywać fakt, iż z domu zginęła odzież i kosmetyki – jaki złodziej kradnie tani dezodorant, maszynkę do golenia i używane męskie “ciuchy”?
CDN.
Mariusz Kozak