
Listy oraz adnotacje, które Kwaśniak zostawiał na miejscach zbrodni, stały się później jednymi z ważniejszych dowodów przeciwko niemu. Jednak na tym, dość wczesnym etapie śledztwa, na dodatek rozproszonego pomiędzy policyjne wydziały z różnych miast, wprowadziły trochę “zamieszania”. Śledczy poczęli bowiem sprawdzać przeszłość i tzw. powiązania rodziców ofiar. Jeśli chodziło o zemstę, to pretensje mordercy musiały być skierowane do dorosłych, czym bowiem mogły zawinić dzieci? Policjanci założyli, że była to zemsta pośrednia – za „błędy” rodziców zapłacili ich synowie… Dopiero potem okazało się, że owa „zemsta” to imaginacje i wymysły Kwaśniaka.
Gdy policjanci „prześwietlali” rodziny ofiar, morderca znów się przemieścił. Ledwie 8 dni po morderstwie w Szczecinie, Kwaśniak był już w województwie łódzkim, a dokładniej w Kutnie. Tym razem jego ofiarą padł 12-letni Krzyś. Zbrodnia przebiegła niemal identycznie jak poprzednio – Kwaśniak zagadał chłopca, „sprzedał” mu historyjkę o liście do ojca i zdobył jego zaufanie. Gdy znaleźli się w mieszkaniu, nastąpił atak – niestety skuteczny. Po morderstwie Kwaśniak zostawił po sobie ślad w łazience – na lustrze napisał szminką słowo „Zemsta”… Krzyś został uduszony ręcznikiem, ale według późniejszych plotek, jakie rozprzestrzeniły się w Kutnie, narzędziem zbrodni miał być… krawat. Ponoć też ktoś widział Kwaśniaka, już po morderstwie, gdy spacerował obok górki nazywanej przez mieszkańców „Kiercholem” – miejsca, w którym często bawiły się dzieci. Jak mówił jeden ze świadków – „spacerował wolnym krokiem i obserwował bawiące się dzieci, nonszalancko okręcając krawat wokół palca”… Policjanci z Kutna nazwali go więc „Krawaciarzem”. W dniu morderstwa na numer policji dzwoniło kilkanaście osób, alarmując o mężczyźnie, który na ulicy zaczepia chłopców. Zgłoszenia potraktowano poważnie, ale funkcjonariusze nie odnaleźli podejrzanego…
A ten tymczasem zawędrował na Dolny Śląsk. 18 czerwca, ledwie 12 dni po morderstwie w Kutnie, Kwaśniak kręcił się po ulicy Szymanowskiego w Oławie. Na swoje nieszczęście spotkał go tam 9-letni Łukasz. Kwaśniak zdobył zaufanie chłopca, zgwałcił go a potem udusił mokrym ręcznikiem, który zostawił na jego szyi. Ciało małego Łukasza znalazł jego siostra, gdy wróciła ze szkoły. Na miejscu zbrodni pozostał też list o treści „Nareszcie dokonałem oczekiwanej zemsty B”. Brutalny mord dziecka wstrząsnął oławską społecznością. O sprawie pisały już nie tylko lokalne gazety, sprawa stała się ogólnopolska, przynajmniej w mediach. Czy dlatego Kwaśniak zrobił sobie „przerwę”? Nie wiadomo, fakt faktem, że przez kolejne pół roku dusiciel z ręcznikiem pozostawał „nieaktywny”. A w tym czasie policja “połączyła kropki”. Powstał jeden zespół śledczych koordynujący działania policjantów w miastach, gdzie mordował „Ręcznikowy Dusiciel”. Pseudonim nadany mordercy ewoluował – gdy policjanci ustalili, że ten przemieszcza się po Polsce pociągami, najpierw nazwali go „Kolejarzem”. W Kutnie i okolicach już do końca nazywano go „Krawaciarzem”. Śledczy z Komendy Głównej uznali jednak, że miano „Ręcznikowy Dusiciel” najlepiej oddaje modus operandi sprawcy…
W tym momencie jedną z dopuszczanych hipotez była ta mówiąca o śmierci dusiciela. Gdy seryjny morderca nagle przestaje zabijać, to bardzo prawdopodobna hipoteza. Niestety, Kwaśniak miał się bardzo dobrze, po prostu się ukrywał. „Wypłynął” w Wielkopolsce – 3 stycznia 1991 roku pojawił się w Zbąszyniu…
CDN.
Mariusz Kozak