
Wikimedia Commons
Do niecodziennego zdarzenia doszło 1 listopada przed cmentarzem na warszawskim Służewcu. Policjanci interweniowali wobec męża Danuty Holeckiej, dziennikarki Telewizji Republika. Mężczyzna został obezwładniony i skuty kajdankami. Stacja przedstawiła zdarzenie jako brutalną interwencję z powodu nieprawidłowego parkowania.
Według relacji Telewizji Republika funkcjonariusze mieli powalić mężczyznę na ziemię. Na miejsce wezwano również karetkę pogotowia. Sprawa szybko nabrała politycznego wymiaru. Szef wydawców stacji Jarosław Olechowski nazwał interwencję „haniebnym atakiem reżimu Donalda Tuska” na rodzinę dziennikarki i kolejną formą represji wobec pracowników telewizji.
Inną wersję przedstawiła rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka. Wyjaśniła, że kierowca wjechał w miejsce objęte zakazem ruchu, a następnie nie reagował na polecenia policjantów i odmówił podania danych osobowych. Został więc doprowadzony do radiowozu w celu ustalenia tożsamości.
Policja potwierdziła, że samochód wjechał za znak B-1, wprowadzony w związku ze zmianą organizacji ruchu przy cmentarzu. Funkcjonariusze tłumaczyli, że kajdanki zastosowali, aby uniemożliwić mężczyźnie samowolne oddalenie się. Gdy zgłosił złe samopoczucie, wezwano pomoc medyczną.
MSWiA stanowczo odrzuciło zarzuty o polityczne motywy interwencji, podkreślając, że przepisy obowiązują wszystkich, niezależnie od rodzinnych czy zawodowych powiązań. Policja również zapewniła, że działania nie miały związku z tożsamością pasażerów ani ich pracą.
interia.pl
