
Gdy o „Ręcznikowym Dusicielu” dowiedziała się cała Polska, wydawało się, że jego dni są już policzone. Jego podobizny wraz z rysopisem opublikowały gazety a telewizja pokazała jego odrażające zbrodnie w niezwykle popularnym magazynie kryminalnym „997”. Nie zapominajmy o najważniejszym, czyli specjalnej grupie operacyjnej policji o kryptonimie „Zemsta”, która zajmowała się wyłącznie tą sprawą, nie szczędząc sił i środków. W sumie, licząc też śledczych nie będących jej oficjalnymi członkami, mordercę tropiło aż 350 policjantów i 40 prokuratorów!
Wzorując się na amerykańskich doświadczeniach z seryjnymi zabójcami, policja zleciła również opracowanie profilu psychologicznego mordercy. Jego domniemana osobowość, rys psychologiczny oraz modus operandi – zostały szczegółowo i naukowo „rozpracowane” przez seksuologa, doktora Lechosława Gapika. Jako że sprawa stała się bardzo głośna, pośród licznych hipotez pojawiła się także ta o próbie ucieczki za granicę. Zakładano również, że „Ręcznikowy Dusiciel” może się teraz „zapaść pod ziemię”. Wytypowano aż 400 podejrzanych, dwóch z nich bardzo „pasowało” – jeden wyszedł z więzienia niedługo przed pierwszym morderstwem, po odsiedzeniu 7 lat za gwałt i morderstwo małego chłopca. Drugi podejrzany był natomiast bardzo podobny do sprawcy i siedział w więzieniu za kradzieże. Co ciekawe, aby dostać się do mieszkań również zaczepiał małych chłopców i pod wieloma pretekstami prosił o wpuszczenie do mieszkania. Mimo, że oba tropy wydawały się obiecujące, obaj mężczyźni zostali po czasie wykluczeni z kręgu podejrzanych…
Bo Tadeusz Kwaśniak, jak gdyby nigdy nic, kontynuował swój „rajd po Polsce”. 7 marca 1991 r. we Wrocławiu zgwałcił kolejną ofiarę. Pod pozorem posiadania listu od cioci mieszkającej za granicą, adresowanego do rodziców chłopca, mordercy udało się wejść do mieszkania. Ten atak skończył się „szczęśliwie” – chłopiec przeżył. Ponad miesiąc później, 18 kwietnia, Kwaśniak był już w Sosnowcu. Tam napadł i zgwałcił kolejnego chłopca. I tym razem ofiara przeżyła, mimo wielkiej traumy spowodowanej gwałtem, chłopiec dostarczył policji kolejnych ważnych informacji. Udało mu się podejrzeć zawartość aktówki Kwaśniaka. Dusiciel trzymał w niej przybory toaletowe, bieliznę, ręczniki a nawet sztućce! To zdecydowanie sugerowało, że morderca nie ma stałego adresu i faktycznie jest bezdomny.
22 kwietnia 1991 roku, niemal równo rok po pierwszej zbrodni, policjanci otrzymali zgłoszenie od dyrektorki jednej ze szkół podstawowych w Poznaniu. Jej uczniowie zgłaszali wychowawcy, że niedaleko szkoły zaczepiał ich dziwny mężczyzna. Chwilę później na policji ponownie rozbrzmiał dzwonek telefonu – inna kobieta zgłosiła, że w parku obok szkoły podstawowej zauważyła mężczyznę bardzo podobnego do tego, którego rysopis obiegł cały kraj.
Funkcjonariusze błyskawicznie udali się na poznańskie Rataje prywatnymi samochodami, aby zastawić pułapkę na podejrzanego i go nie spłoszyć. Śledczy otoczyli teren, ubrani po „cywilnemu” ostrożnie rozglądali się i przeczesywali okolice, w której widziano podejrzanego. Jeden z policyjnych patroli zauważył w końcu mężczyznę spokojnie spacerującego jedną z parkowych alejek. Gdy funkcjonariusze podeszli do niego, wydawał się być zaskoczony, ale nie stawiał oporu. Miał przy sobie brązową aktówkę, a na stopach charakterystyczne, śnieżnobiałe adidasy, o których wspominał jeden z ocalałych chłopców. „Ręcznikowy Dusiciel” wpadł w ręce policji dokładnie o 10:45…
CDN.
Mariusz Kozak