
Szpital kliniczny w Poznaniu.
Lekarz Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. Chodzi o incydent, do którego doszło w styczniu tego roku na terenie placówki – medyk miał zaatakować ratownika medycznego. Grozi mu do trzech lat więzienia.
Do starcia doszło pod koniec stycznia na terenie szpitala przy ul. Przybyszewskiego. Jak ustalono, prowodyrem zdarzenia miał być lekarz. Po incydencie ratownik medyczny zgłosił sprawę na policję, a agresywny medyk opuścił szpital przed przybyciem funkcjonariuszy.
– Dotarła do mnie informacja o utarczce między lekarzem a ratownikiem. To sytuacja bardzo wstydliwa – komentował wówczas dr Szczepan Cofta, naczelny lekarz szpitala. – Pracuję tu od 24 lat i nie spotkałem się z podobnym przypadkiem. Sprawą zajęła się policja, a my przeprowadziliśmy wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.
Ratownikowi udzielono pomocy medycznej i wykonano oględziny. Został również skierowany do zakładu medycyny sądowej, gdzie oceniono skalę obrażeń. Ostatecznie złożył zawiadomienie o naruszeniu nietykalności cielesnej.
Po kilku miesiącach postępowania, w lipcu lekarzowi przedstawiono zarzut. Mimo incydentu obaj pracownicy wrócili do swoich obowiązków.
Tłem konfliktu – niejasny podział pacjentów
Jak ustalono, przyczyną kłótni był brak jasnych zasad dotyczących podziału pacjentów pomiędzy oddziały: Instytut Chirurgii oraz Klinikę Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej.
– Problem pojawił się, gdy nie było jasne, na który z oddziałów powinien trafić pacjent – wyjaśnia dr Patryk Konieczka, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) w placówce. – Nasz szpital jest bardzo obciążony, liczba przyjęć znacząco wzrosła. Od styczniowego zdarzenia podjęliśmy działania, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości.
W wyniku rozmów z kierownikami oddziałów – prof. Tomaszem Banasiewiczem i prof. Karczewskim – wypracowano nowe procedury, które obowiązują od kilku miesięcy.
– Stworzyliśmy jasne zasady współpracy, które mają zapobiegać eskalacji emocji. To było przyczynowe i konstruktywne rozwiązanie problemu – dodaje dr Konieczka.
Lekarz przeprosił i poniósł konsekwencje służbowe
Z informacji przekazanych przez szpital wynika, że lekarz objęty postępowaniem wciąż pracuje w placówce. Został jednak pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej.
– Z tego, co wiem, odbyły się rozmowy dyscyplinujące, a lekarz przeprosił za swoje zachowanie. Zostały też wyciągnięte służbowe konsekwencje – podsumowuje dr Konieczka.
gloswielkopolski.pl