
Choć łączna kwota mandatów w Polsce rośnie, teza o fiskalnym skoku państwa jest mocno na wyrost. W 2025 r. służby wystawiły ok. 4,05 mln mandatów na niespełna 1,4 mld zł – tylko o 3,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Po uwzględnieniu inflacji i wzrostu płac realna dotkliwość kar… spadła.
Średni mandat wzrósł symbolicznie – do 343 zł – podczas gdy ceny poszły w górę znacznie szybciej. W efekcie realna wartość przeciętnej grzywny była niższa niż rok wcześniej i wyraźnie mniejsza niż po zaostrzeniu taryfikatora w 2022 r.
Kluczowe są zarobki: płace w Polsce rosły szybciej niż mandaty. Dziś przeciętna grzywna stanowi mniej niż 4 proc. średniego wynagrodzenia, wobec ponad 5 proc. trzy lata temu. To poziom zbliżony do tego sprzed dekady.
Dochody z mandatów mają też marginalne znaczenie dla finansów publicznych – w 2025 r. nie stanowiły nawet promila wpływów państwa. Co więcej, wydatki na policję i inne służby rosły znacznie szybciej niż suma nakładanych kar.
Większa liczba mandatów nie musi oznaczać większej surowości. Na drogach przybywa samochodów i rośnie ruch, a w przeliczeniu na jeden pojazd mandatów jest dziś mniej niż kilka lat temu.
Wniosek? Mandaty nie są złotą kurą dla budżetu. Realnie są coraz mniej dotkliwe, a państwo raczej do nich dopłaca, niż na nich zarabia.
money.pl