
Przez lata powtarzano, że Polacy należą do najbardziej zmotoryzowanych narodów Unii Europejskiej. Najnowsze dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) pokazują jednak coś zupełnie innego – nasz kraj nie tylko nie jest w czołówce, ale nawet nie osiąga unijnej średniej.
Jeszcze w 2023 roku raport „Vehicles in use Europe 2022” przypisywał Polsce 662 samochody osobowe na 1000 mieszkańców, co stawiało nas na trzecim miejscu w UE, tuż za Włochami i Luksemburgiem. Dane te były chętnie nagłaśniane, zwłaszcza przez krytyków prywatnej motoryzacji. Problem w tym, że liczby bazowały na błędnej interpretacji rejestru CEPiK, w którym figurowały miliony „martwych dusz” – aut dawno nieobecnych na drogach, bez badań technicznych i obowiązkowego OC.
Eksperci od lat alarmowali, że statystyki są zawyżane, ale dopiero w czerwcu 2024 roku Ministerstwo Cyfryzacji przeprowadziło wielkie porządki. Jednego dnia z ewidencji wykreślono ponad 7,1 mln nieistniejących w praktyce pojazdów – niemal jedną czwartą dotychczasowego parku samochodowego.
Nowy raport ACEA – „The Automotive Industry Pocket Guide 2025/2026” – opiera się jeszcze na danych sprzed tej akcji, a mimo to obraz Polski wygląda zupełnie inaczej. W 2023 roku przypadało u nas średnio 635 aut na 1000 mieszkańców, czyli o dziesięć mniej niż unijna średnia. To lokuje Polskę dopiero na dziesiątej pozycji, za m.in. Hiszpanią (639), Grecją (645) czy Czechami (687).
Mimo tak znaczącej korekty wizerunku, media, które wcześniej ochoczo straszyły „samochodozą”, niechętnie wracają do tematu. A liczby mówią jasno: Polacy wcale nie są motoryzacyjnymi rekordzistami Europy – przeciwnie, nadal mamy sporo do nadrobienia wobec zachodnich sąsiadów.
interia.pl