
O krok od dramatu doszło w Wodzisławiu Śląskim, gdzie dwóch mężczyzn postanowiło urządzić sobie ryzykowną „rozrywkę”. Wjechali samochodem na skute lodem oczko wodne przy ul. Młodzieżowej, nagrywając całe zdarzenie na potrzeby internetu. Lód nie wytrzymał ciężaru pojazdu, a opel corsa w kilka chwil zatonął.
Do sprawy policja dotarła w niedzielę, 11 stycznia, po tym jak nagranie zaczęło krążyć w sieci. Widać na nim, jak auto wjeżdża na lodową taflę z otwartymi drzwiami, a osoby stojące obok dopingują kierowcę. Chwilę później lód pęka, a samochód zaczyna tonąć przodem, po czym słychać okrzyki wzywające do ucieczki.
Na początku funkcjonariusze nie byli pewni, czy film nie został wygenerowany komputerowo. Po sprawdzeniu ustalono jednak prawdziwą lokalizację nagrania. Mimo że na zbiorniku nie było wyraźnych śladów, na miejsce skierowano strażaków, którzy potwierdzili, że na dnie znajduje się zatopiony pojazd.
– Nagranie wyglądało podejrzanie, dlatego policjanci sprawdzili jego autentyczność. Po dotarciu do stawu wysłano straż pożarną, która zlokalizowała samochód widoczny na filmie – wyjaśnia asp. szt. Małgorzata Koniarska z wodzisławskiej policji.
Ratownicy upewnili się, że w środku nie ma ludzi. Następnie funkcjonariusze dotarli do właściciela auta, kierowcy oraz osoby, która nagrała całe zdarzenie. Okazało się, że autor filmu specjalnie założył konto w mediach społecznościowych, aby opublikować nagranie.
45-letni mieszkaniec powiatu wodzisławskiego i 29-letni mieszkaniec Rybnika przyznali, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Twierdzili, że chcieli jedynie sprawdzić lód i nie spodziewali się, że samochód zatonie. To starszy z nich miał prowadzić auto i w porę z niego wyskoczyć.
Telefon, którym wykonano nagranie, został zabezpieczony jako dowód. Policja bada sprawę pod kątem narażenia życia lub zdrowia, co może skutkować karą do trzech lat więzienia. Sprawdzane są również ewentualne naruszenia przepisów środowiskowych i wykroczeń.
Specjalistyczna grupa nurków ma jeszcze dokładnie skontrolować wrak pojazdu i wydobyć go z dna zbiornika.
To nie jedyny przykład skrajnej nieodpowiedzialności z ostatnich dni. W tym samym czasie na taflę Jeziora Żywieckiego wjechał samochód terenowy, bo kierowca postanowił „przetestować” grubość lodu.
Policja przypomina, że wchodzenie – a tym bardziej wjeżdżanie – na zamarznięte akweny jest skrajnie niebezpieczne. Śnieg potrafi maskować pęknięcia i przeręble, a dodatkowo obciąża lód, osłabiając jego wytrzymałość.
Jeśli ktoś zauważy dzieci lub wędkarzy na zamarzniętej wodzie, powinien natychmiast zadzwonić pod numer 112. Funkcjonariusze podkreślają, że jedynym miejscem, gdzie lód jest naprawdę bezpieczny, pozostaje sztuczne lodowisko.
dziennikzachodni.pl