
W Polsce szybko narasta fala kradzieży kabli ze stacji ładowania samochodów elektrycznych. Do takich incydentów dochodzi już w niemal każdym województwie, a straty sięgają nawet 21 tys. zł za jeden przypadek.
Proceder paraliżuje ładowanie aut, generuje wysokie koszty dla operatorów i niszczy infrastrukturę często finansowaną z publicznych pieniędzy. Choć za kradzież grozi do 5 lat więzienia, a w recydywie nawet więcej, skala zjawiska rośnie.
Operatorzy inwestują w monitoring i zabezpieczenia, ale apelują o zmianę prawa. Chcą, by kable zostały uznane za element infrastruktury energetycznej, co oznaczałoby znacznie surowsze kary. Podobna fala kradzieży wcześniej przetoczyła się już przez Europę Zachodnią.
dzienni.pl