
Robert Lewandowski znów znalazł się w centrum uwagi. Choć spotkanie z Colorado Rapids rozpoczął na ławce rezerwowych, po wejściu na boisko odmienił losy meczu. Wystarczyło mu 36 minut, by zdobyć bramkę, zaliczyć asystę i pomóc Chicago Fire wygrać na wyjeździe 4:2.
Polak pojawił się na murawie w 63. minucie, gdy wynik wynosił 2:2. Był to dla niego trudny okres – wcześniej przez osiem kolejnych spotkań nie potrafił trafić do siatki, a jego forma była coraz częściej krytykowana. Decyzja trenera Grega Berhaltera o pozostawieniu go wśród rezerwowych mogła więc być kolejnym ciosem.
Lewandowski szybko udowodnił jednak, że wciąż potrafi rozstrzygać losy spotkań. W 74. minucie, po podaniu Philipa Zinckernagela, znakomicie uwolnił się spod opieki obrońców, minął bramkarza i zdobył gola. Było to jego pierwsze trafienie po 652 minutach oczekiwania.
Dwanaście minut później Polak popisał się kolejnym świetnym zagraniem. Tym razem zamiast samemu szukać drugiej bramki, idealnie obsłużył Puso Dithejane, który ustalił wynik na 4:2.
Występ przyniósł Lewandowskiemu tytuł najlepszego zawodnika spotkania. Choć jego dotychczasowy dorobek w Chicago Fire nie spełnia wszystkich oczekiwań, mecz z Colorado pokazał, że polski napastnik nadal dysponuje umiejętnościami, które mogą przesądzać o wyniku. Nie bez powodu komentatorzy po spotkaniu ogłosili jego powrót.
sportowefakty.wp.pl
