
Trzech funkcjonariuszy policji z Będzina usłyszało zarzuty pobicia 49-letniego mężczyzny, którego – jak się później okazało – błędnie uznali za pijanego kierowcę. Mężczyzna był trzeźwy, a jego nietypowe zachowanie wynikało z choroby Parkinsona.
Do zdarzenia doszło w nocy z 19 października 2025 roku na jednej ze stacji benzynowych. 49-latek przyjechał tam zatankować samochód, jednak jego chaotyczne zachowanie wzbudziło niepokój świadków. Podejrzewano, że może znajdować się pod wpływem alkoholu lub innych substancji. Jeden z obecnych próbował powstrzymać go przed dalszą jazdą, jednak mężczyzna mimo to wsiadł do auta i ruszył.
Na miejscu znajdowało się trzech policjantów po służbie, którzy podjęli interwencję i uniemożliwili mu kontynuowanie jazdy. Wezwany patrol przebadał kierowcę alkomatem – wynik był negatywny. Dopiero wtedy ustalono, że jego stan wynika z choroby, a nie z używek.
Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu, dwaj funkcjonariusze są podejrzani o pobicie oraz stosowanie przemocy i gróźb w celu zmuszenia mężczyzny do opuszczenia pojazdu. Trzeci z policjantów miał z kolei ułatwić zdarzenie, kierując agresję wobec świadka, który próbował pomóc 49-latkowi.
Zarzuty oparto na zeznaniach świadków, nagraniach oraz opiniach biegłych. Podejrzani nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.
Sprawa nabiera dodatkowego kontekstu, ponieważ kilka godzin wcześniej wobec tego samego mężczyzny interweniowali inni funkcjonariusze. Już wtedy jego zachowanie było niespójne i trudne do zrozumienia, jednak partnerka 49-latka wyjaśniła policjantom, że wynika ono z jego stanu zdrowia. Ostatecznie zalecono mu, by nie prowadził pojazdu, a kluczyki przekazał znajomemu.
Poszkodowany w rozmowie z Gazetą Wyborczą relacjonował, że został pobity. Twierdzi, że policjanci bili go po klatce piersiowej i głowie, a jeden z nich próbował go poddusić. Dodał również, że uszkodzono jego sprzęt medyczny i mimo prób wyjaśnienia swojej choroby, nie został wysłuchany.
Choć – jak przyznał – funkcjonariusze później go przeprosili i zadeklarowali pokrycie kosztów, zdecydował się zgłosić sprawę do prokuratury. Jak podkreślił, zależy mu na tym, aby sprawcy ponieśli konsekwencje i by podobne sytuacje nie spotkały innych osób w przyszłości.
dziennikzachodni.pl