
Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie Zdjęcie ilustracyjne.
Od miesięcy w samym centrum Rzeszowa stoi zaniedbany Pomnik Czynu Rewolucyjnego, pokryty warstwami gołębich odchodów. Mimo licznych wezwań, właściciel terenu nie podjął działań porządkowych. Dopiero po roku interwencji Straż Miejska skierowała sprawę do sądu. – To pokazuje, jak słabe jest polskie państwo – komentują miejscy aktywiści.
W 2023 roku teren wraz z pomnikiem został przekazany przez zakon ojców bernardynów Stowarzyszeniu Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia, którego prezesem jest Marcin Maruszak. Decyzja ta była ciosem dla prezydenta Rzeszowa, Konrada Fijołka, który zabiegał o przekazanie obiektu miastu.
Choć już wcześniej stan pomnika pozostawiał wiele do życzenia, to po zmianie właściciela jego wygląd uległ dalszemu pogorszeniu. Nadzieję na poprawę sytuacji dawało wpisanie monumentu do rejestru zabytków. Jednak nowy właściciel odwołał się od decyzji konserwatora, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego do dziś nie rozpatrzyło odwołania.
Działania służb bezskuteczne – do czasu
Zaniepokojeni mieszkańcy i aktywiści miejscy – Jakub Gawron i Patrycja Pawlak-Kamińska – zawiadomili o sytuacji Straż Miejską oraz sanepid. Mimo to, przez rok służby ograniczały się jedynie do wezwań i doręczeń, nie mogąc skłonić właściciela do uprzątnięcia terenu.
Dopiero 4 lipca 2025 r. Straż Miejska w Rzeszowie skierowała do sądu wniosek o ukaranie właściciela nieruchomości – poinformował Marek Kruk, zastępca komendanta Straży Miejskiej. Wniosek liczy ponad 100 stron i oparty jest o art. 117 § 1 Kodeksu wykroczeń.
Symboliczna grzywna i reklama przy ruinie
Choć sprawa trafiła do sądu, Jakub Gawron podkreśla, że nawet w przypadku uznania winy, sankcje są niewielkie – grzywna może wynieść maksymalnie 1500 zł lub zakończyć się jedynie naganą. – To mniej niż zapewne płaci pobliska kebabownia za reklamę ustawioną tuż obok ptasich odchodów i krwawych banerów antyaborcyjnych – zauważa aktywista.
Teren wokół pomnika od lat ogrodzony jest siatką, a nadzór budowlany uznał go za potencjalnie niebezpieczny z powodu niszczejących elementów konstrukcji. Mimo tego, co jakiś czas organizowane są tam manifestacje środowisk pro-life, które rozwieszają na ogrodzeniu swoje transparenty.
– Cała ta sytuacja jest smutnym dowodem na słabość instytucji państwowych w Polsce – podsumowuje Gawron.
nowiny24.pl