
Prace nad ustawą dotyczącą płacy minimalnej, rozpoczęte w sierpniu, miały wreszcie uporządkować system, który obecnie pozwala na liczne nadużycia. Jednym z najważniejszych celów reformy było wyeliminowanie sytuacji, w której osoby pracujące na pełen etat mogą legalnie zarabiać mniej niż wynosi ustawowe minimum. Jednak rząd wycofał się z kluczowych zapisów, co – jak mówi Norbert Kusiak z OPZZ – oznacza zmarnowanie szansy na realne zmiany dla pracowników.
Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące płacy minimalnej są nie tylko niejasne, ale i nieskuteczne. Najlepiej świadczy o tym fakt, że nawet w Radzie Dialogu Społecznego brakuje porozumienia co do sposobu jej corocznego wyliczania. W tym roku OPZZ wywalczyło zaledwie 40 zł więcej dla pracowników – i to nie dlatego, że spierano się o wysokość podwyżki, lecz o samą metodologię jej obliczania.
Nawet pracodawcy nie krytykują samego wzrostu minimalnego wynagrodzenia, lecz jego nieprzewidywalność, która utrudnia planowanie wydatków. W debacie o deregulacji coraz częściej mówi się więc nie o ograniczaniu przepisów, ale o potrzebie tworzenia jasnego i spójnego prawa.
Minimalna pensja tylko z nazwy – jak pracownik może zarabiać mniej niż powinien?
Jednym z największych problemów jest to, że obecnie płaca minimalna może być osiągana dopiero po doliczeniu premii, dodatków czy nagród. W praktyce oznacza to, że w miesiącu, w którym pracownik nie otrzyma tych dodatków, jego wynagrodzenie zasadnicze może spaść poniżej ustawowego minimum, mimo że pracuje w pełnym wymiarze godzin.
Nowe przepisy miały dostosować polskie prawo do wymogów unijnej dyrektywy 2022/2041 i rozwiązać ten problem, zrównując płacę minimalną z wynagrodzeniem zasadniczym. Niestety, w trakcie konsultacji międzyresortowych zrezygnowano z tej koncepcji.
Rezygnacja z reformy to krok wstecz – zdaniem OPZZ, rząd wybiera wygodę, a nie pracowników
Jak informuje Norbert Kusiak z OPZZ, decyzje podjęte podczas konsultacji nie mają uzasadnienia społecznego ani gospodarczego. Ministerstwo Finansów powołuje się na potrzebę zachowania stabilności finansów publicznych, ale zdaniem OPZZ to jedynie pretekst, który podważa pierwotne założenia reformy.
Wprowadzenie zasady, że płaca minimalna musi być wynagrodzeniem zasadniczym, pozwoliłoby uniknąć obecnych nadużyć i zwiększyłoby przejrzystość systemu. Byłby to znaczący krok w kierunku uczciwego i przejrzystego mechanizmu wynagradzania.
Reforma odsunięta w czasie – pełna zmiana dopiero w 2028 roku
Choć rząd nie porzucił reformy całkowicie, postanowiono wdrażać ją etapami. Zgodnie z nowym harmonogramem, dopiero w 2028 roku wynagrodzenie zasadnicze będzie musiało równać się minimalnemu wynagrodzeniu. Do tego czasu możliwe będzie dalsze wypłacanie pensji poniżej obowiązującego minimum – w pełni legalnie.
Kusiak ostrzega, że odwlekanie zmian oznacza utrwalanie patologii i kontynuowanie modelu gospodarki opartego na niskich płacach. W jego ocenie państwo nie może traktować ochrony najniżej zarabiających jako obciążenia budżetowego – to kwestia podstawowej odpowiedzialności wobec obywateli.
Zgodnie z dyrektywą unijną, Polska miała przyjąć ustawę do 15 listopada 2024 r., ale obecnie realnym terminem jej wejścia w życie jest dopiero 1 stycznia 2026 r.
biznesinfo.pl