
Gwałtowne wahania pogody i ciśnienia atmosferycznego przekładają się na wyraźny wzrost liczby udarów – alarmują neurolodzy. Szczególnie groźne są skoki ciśnienia, które zwiększają ryzyko krwotoków śródmózgowych. – Zapadalność na udary ma swoje wyraźne piki w niesprzyjających warunkach pogodowych – potwierdza prof. Konrad Rejdak.
Styczeń 2026 jest jednym z najzimniejszych od lat, a dynamiczne zmiany baryczne dały się mocno we znaki pacjentom. Lekarze mówią wprost o „fali” ciężkich przypadków. „Tyle krwotoków śródmózgowych dawno nie widziałam” – napisała w mediach społecznościowych neurolog lek. Agata Rauszer-Szopa, wskazując na związek między zmianami pogody a nagłym wzrostem zachorowań.
Eksperci podkreślają, że zarówno gwałtowne spadki, jak i skoki ciśnienia atmosferycznego mogą być niebezpieczne. Te pierwsze sprzyjają niedokrwieniu i zaburzeniom rytmu serca, drugie – pękaniu naczyń krwionośnych w mózgu. Najbardziej zagrożone są osoby z nadciśnieniem, ale na oddziały trafiają także młodzi pacjenci.
– Po nowym roku mamy wyraźny wzrost hospitalizacji. Oddziały są przepełnione, a część przypadków to bardzo ciężkie krwotoki – mówi prof. Rejdak. Neurolodzy przypominają, że śmiertelność w udarze krwotocznym jest znacznie wyższa niż w niedokrwiennym i często dochodzi do zgonu jeszcze przed dotarciem do szpitala.
Kluczowa pozostaje kontrola ciśnienia. – Wartości powyżej 130/80 mmHg już zwiększają ryzyko, a u młodych osób 140/90 mmHg powinno być sygnałem alarmowym – podkreślają lekarze. Stabilna pogoda, regularne leczenie i kontrola klasycznych czynników ryzyka wciąż pozostają najlepszą ochroną.
wp.pl