
Wracali z boiska, gdy z dużą prędkością uderzył w nich Opel Insignia. Zginął 10-letni Igor, jego 12-letni kolega stracił nogę, a dwóch pozostałych chłopców odniosło obrażenia. Kierowca uciekł z miejsca tragedii. Badanie krwi wykazało, że był pijany i znajdował się pod wpływem substancji psychotropowych. W środę, 9 września, przed Sądem Rejonowym w Wejherowie rozpoczyna się proces Marcina R. Mężczyźnie grozi nawet 20 lat więzienia.
Do tragedii doszło we wtorek, 7 października 2025 roku, w Łebieńskiej Hucie w gminie Szemud. Było około godziny 19–19.30. Czterech chłopców wracało z boiska. Poruszali się pieszo lub na rowerach piaszczystym poboczem wzdłuż jezdni.
W tym samym czasie od strony Łebna nadjechał Opel Insignia prowadzony przez Marcina R. Według ustaleń śledczych samochód poruszał się z dużą prędkością. Na wysokości posesji przy ul. Kartuskiej auto uderzyło w kolejnych chłopców.
10-letni Igor był reanimowany na miejscu. Niestety, jego życia nie udało się uratować. 12-letni Ksawery doznał tak poważnych obrażeń, że konieczna była amputacja nogi. Dwaj pozostali chłopcy, w wieku 13 i 16 lat, również zostali ranni.
Kierowca zatrzymał samochód i… odjechał
Po przejechaniu kilkunastu metrów Marcin R. zatrzymał samochód. Jak ustalili prokuratorzy, wysiadł z auta i podszedł w kierunku jednego z leżących na drodze chłopców. Po chwili jednak wrócił do samochodu i odjechał z miejsca wypadku.
Policjanci zatrzymali go około trzy godziny później. O godzinie 22.25 funkcjonariusze namierzyli 34-latka w Lubaniu w powiecie kościerskim, ponad 40 kilometrów od miejsca tragedii.
Ponad promil alkoholu i narkotyki
Mężczyzna nie chciał dobrowolnie poddać się badaniu trzeźwości. Pobrano więc od niego krew. Wyniki wykazały, że w chwili zdarzenia miał w organizmie ponad promil alkoholu, a dodatkowo znajdował się pod wpływem substancji psychotropowej.
Śledczy ustalili również, że Marcin R. miał już wcześniej problemy związane z prowadzeniem samochodu po alkoholu i substancjach psychotropowych. Wobec mężczyzny prowadzone było wcześniejsze postępowanie dotyczące takiego przestępstwa.
Początkowo 34-latek usłyszał zarzut spowodowania wypadku, w którym jedna osoba zginęła, jedna doznała poważnych obrażeń, a dwie kolejnych odniosły obrażenia średniego stopnia. Zarzucono mu również nieudzielenie pomocy poszkodowanym. Mężczyzna przyznał się do winy.
W toku śledztwa zarzuty zostały rozszerzone. Ostatecznie Marcin R. odpowie m.in. za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości i pod wpływem substancji psychotropowej, w warunkach recydywy, a także za spowodowanie śmiertelnego wypadku i ucieczkę z jego miejsca.
12-latek stracił nogę. „Chce spojrzeć kierowcy w oczy”
Tragedia na długo pozostawiła ślad nie tylko wśród poszkodowanych, ale również ich rodzin i lokalnej społeczności. Szczególnie dramatyczne konsekwencje poniósł 12-letni Ksawery.
Chłopiec musiał zmierzyć się nie tylko z fizycznymi skutkami wypadku, ale także z ogromną traumą. W jego rehabilitację i pomoc rodzinie zaangażowało się wiele osób oraz organizacji.
– Ma 12 lat i musi zmierzyć się z bólem, niepełnosprawnością i ogromną traumą. Ksawery pamięta wszystko. Do dziś opowiada każdy szczegół i krzyczy, że chce spojrzeć kierowcy w oczy i pokazać mu, co mu zrobił – mówiła trzy miesiące po wypadku Patrycja Gorąca z Fundacji Auxilia, która wspierała chłopca.
Obrażenia nóg, których doznali 13- i 16-latek, okazały się mniej poważne. Biegli zakwalifikowali je jednak jako naruszenie czynności narządów ciała trwające dłużej niż siedem dni.
Rusza proces. Kierowcy grozi 20 lat więzienia
Marcin R. nadal przebywa w areszcie. W środę, 9 września, przed Sądem Rejonowym w Wejherowie rozpocznie się jego proces.
Mężczyzna odpowiada za szereg poważnych zarzutów, z których część miała zostać popełniona w warunkach recydywy. Grozi mu od 5 do 20 lat pozbawienia wolności.
O tym, jaka kara ostatecznie spotka 34-latka, zdecyduje sąd.
dziennikbaltycki.pl

