
Nagranie kierowcy pędzącego 320 km/h po śląskim odcinku autostrady A4 trafiło do sieci i błyskawicznie zwróciło uwagę służb. Film został opublikowany 23 stycznia w mediach społecznościowych, a niedługo później sprawą zajęła się policja oraz Prokuratura Rejonowa w Chorzowie. Samochód został zabezpieczony do oględzin i badań, a postępowanie jest w toku.
Materiał, udostępniony przez profil „Służby w akcji”, wywołał falę komentarzy. Autorzy wpisu nie kryli oburzenia, wskazując na skrajne zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Po kilku dniach w sieci pojawiło się kolejne nagranie — tym razem sam kierowca skarżył się, że jego zdaniem reakcja organów ścigania była „zbyt daleko idąca”.
– Dochodzimy do wniosku, że sprawa została potraktowana nad wyrost – mówił mężczyzna w opublikowanym filmie, dodając, że wcześniej nie spotkał się z podobnym działaniem służb.
Do sprawy ponownie odnieśli się autorzy profilu „Służby w akcji”, którzy pochwalili szybką reakcję prokuratury i policji. O komentarz poprosiliśmy także Prokuraturę Rejonową w Chorzowie. Jak przekazano, pojazd nie został zajęty w trybie przepadku mienia, lecz zabezpieczony wyłącznie jako dowód do dalszych czynności procesowych.
– Sprawa znajduje się na wstępnym etapie. Trwa kompletowanie materiałów przekazanych przez policję. Kolejnym krokiem będzie wszczęcie śledztwa – poinformowała prokuratura.
Śląska Policja potwierdziła, że funkcjonariusze ustalili właściciela pojazdu oraz pasażera rejestrującego przejazd. Postępowanie przygotowawcze prowadzone jest pod kątem art. 174 Kodeksu karnego, czyli sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.
dziennikzachodni.pl