
Henryk Kukuła na okazaniu 2 sierpnia 1990 roku.
Tytułowy antybohater tej opowieści nazywa się Henryk Kukuła i od pięciu lat przebywa w ośrodku w Gostyninie. To specjalna placówka dla przestępców, którym skończyły się wyroki, ale nie są w stanie funkcjonować w społeczeństwie, a wręcz stanowią dla niego zagrożenie. Te kwestie reguluje tzw. ustawa o bestiach, w większości przypadków osoby nią objęte cierpią na poważne zaburzenia psychiczne. Kukuła właśnie do takich należy, w przeciągu 10-ciu lat zamordował czworo dzieci, by potem bezcześcić ich zwłoki w celach seksualnych. Jednym słowem bestia, ale gdy prześledzić jego życiorys, trudno oprzeć się wrażeniu, że spore piętno na jego osobowości odcisnęli dorośli, i to z najbliższego mu kręgu.
Kukuła przyszedł na świat 17 lutego 1966 roku w Chorzowie. Już od najmłodszych lat jego zachowania budziły niepokój rodziców. Znienacka stawał się agresywny, łapał koleżanki i kolegów za miejsca intymne, potrafił niby dla żartu zaatakować kolegę nożyczkami. Rówieśnicy się go bali, ich rodzice wymogli na dyrekcji, usunięcie go z przedszkola, do którego uczęszczał. Trafił do ośrodka dla dzieci z problemami, przyjmował również leki uspokajające. Według relacji jego matki, Kukuła doświadczył w dzieciństwie poważnego urazu głowy – bardzo mocno uderzył nią w stół. Mimo iż wymagał interwencji medycznej, rodzice Henryka nie zdecydowali się po nią sięgnąć. Czy źle zaleczony uraz i potencjalny krwiak mózgu mógł mieć wpływ na jego późniejsze zachowania? Wśród kryminologów pracujących nad tą sprawą, taka teza jest całkiem popularna.
Na domiar złego, matka Henryka przestała przejmować się jego terapią, gdy chłopiec miał 13 lat. Nie zażywał już leków i nie pojawiał się w poradni zdrowia psychicznego i to wcale nie dlatego, że jego stan się poprawił. Wręcz przeciwnie – gdy Henryk Kukuła miał 14 lat, zabił po raz pierwszy…
23 września 1980 roku Henryk bawił się na podwórku w chowanego z młodszymi dziećmi – rówieśnicy woleli go unikać. Wieczorem okazało się, że jedna z uczestniczek zabawy, 5-letnia Karina nie wróciła do domu. Gdy poszukiwania nie przyniosły rezultatu, rodzice dziewczynki wezwali milicję. Ta potraktowała sprawę poważnie – w końcu zaginęło 5-letnie dziecko. Mundurowi wraz grupą ochotników jeszcze raz dokładnie przeszukali okolicę. Ciało dziewczynki znalazł jeden z sąsiadów w zakamarku piwnicy budynku, w którym mieszkała i Karina, i Henryk. Przeprowadzona później sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka została uduszona. Co najbardziej przerażające – morderca pastwił się nad jej martwym ciałem, a największe obrażenia zadał jej w miejscach intymnych.
Funkcjonariusze zebrali i przewieźli na komendę wszystkich uczestników zabawy w chowanego a także ich rodziców. Większość dzieci była wstrząśnięta, zszokowana i przytłoczona wydarzeniami tego wieczora, ale nie Henryk. Chłopak wydawał się zupełnie nie przejmować śmiercią Kariny, biegał i dokazywał w oczekiwaniu na przesłuchanie. Jego matka nie reagowała, więc uspokoić go postanowił jeden z milicjantów. „Opowiedz jak się bawiliście i co tam się stało” – spytał, nie oczekując konkretnych odpowiedzi. Liczył, że chłopiec skupi się na swej opowieści, więc przestanie „wariować” i drażnić pozostałych nieuzasadnioną w tych okolicznościach wesołością.
„Schowaliśmy się w piwnicy. Bałem się, że zacznie krzyczeć” – odrzekł spokojnie, ale stanowczo Henryk…
Jako młodociany morderca Kukuła trafił do zakładu wychowawczego w Krupskim Młynie. Ośrodek miał charakter półotwarty, nikt specjalnie nie kontrolował wyjść pensjonariuszy, o ile wracali na wieczorną zbiórkę…
CDN.
Mariusz Kozak